niedziela, 10 lutego 2013

Objawienia - Ksiądz Karol Stehlin.




ve   Maria!











Ks. Karol Stehlin 

Objawienia.
Czy pochodzą od Boga, czy od diabła? Zasady Kościoła katolickiego w sprawie rozeznawania zjawisk nadnaturalnych.







Urząd Nauczycielski i objawienia
1. Uwagi teologiczne:
Pan Jezus powierzył swemu Kościołowi potrójny urząd: nauczycielski, uświęcania i rządzenia, sprawowany przez hierarchię. Urząd rządzenia polega na wprowadzeniu dusz do wiecznego celu przez decyzje, polecenia, nakazy, zakazy, duszpasterstwo, karanie i potępianie. Wszelkie inicjatywy wiernych musi badać, zachęcać do współpracy dla zbawienia dusz, albo też zwrócić uwagę na ewentualne braki, niebezpieczeństwa.
Aby zachęcać wiernych w drodze do świętości, Bóg rezerwuje sobie własne inicjatywy, przez udzielanie szczególnych darów, przez objawienia (tak zwane prywatne, w przeciwieństwie do Objawienia Apostolskiego, do Depozytu Wiary, który jest jedynym obowiązującym dla wszystkich i wymaga absolutnej zgody i posłuszeństwa), cuda i inne dary. Dary te teologia nazywa GRATIA GRATIS DATA: jest to szczególna łaska dana nie dla własnego uświęcenia, ale pro bono communi – dla wspólnego dobra, dla duchowej korzyści katolików (bądź dla całego katolickiego społeczeństwa, jak np. Lourdes, Fatima, Paray le Monial, bądź dla katolików danego kraju – jak np. Pontmain, Notre Dame de Laus, Licheń...). Gratia gratis data mogą być dane świętym osobom, mogą być objawieniem Pana Jezusa, Matki Bożej, świętego... Mogą być też tak zwane charyzmaty, których Duch Święty udziela według swego upodobania (zob. 1 Kor 12), zawsze zaś są one podporządkowane autorytetowi kościelnemu i służą dobru Kościoła, nigdy natomiast własnej chwale. Dlatego też Pan Bóg dał Apostołom tę władzę rządzenia, aby w świetle ROZUMU i w świetle OBJAWIONEJ WIARY badać i sprawdzać, czy nadzwyczajne zjawisko rzeczywiście jest gratia gratis data, darem Bożym, czy jest złudzeniem szatana; nazywamy to ROZEZNANIEM DUCHÓW. Ten rygorystyczny egzamin nazywa się KANONICZNYM, to jest oficjalnym badaniem przez Kościół katolicki, który sprawuje swój urząd rządzenia.

2. Głos uroczystego Magisterium
V SOBÓR LATERAŃSKI, 19 grudnia 1516 r. (Conciliorum Oecumenicum Decreta, Bolonia 1973, ss. 634–636): Wszelkie „natchnienia”, „proroctwa”, muszą być badane przez Stolicę Apostolską, która bada sprawę w formie PROCESU (stąd „proces kanoniczny”), który rozpoczyna się pod autorytetem ordynariusza, on powołuje komisję doświadczonych i świątobliwych ludzi. Wszelkie oszustwo będzie surowo karane (ekskomunika zastrzeżona papieżowi).
SOBÓR TRYDENCKI, 4 grudnia 1563 r., Sesja XXV, De Invocatione, veneratione et reliquiis sanctorum et sacris imaginibus (Conciliorum Oecumenicum Decreta, Bolonia 1973, s. 776): Odpowiedzialny w sprawach „objawień” i nadnaturalnych zjawisk jest ordynariusz. „Żaden nowy cud (miraculum) nie może być zatwierdzony bez aprobaty biskupa”. „Jeśli biskup ma pewną wiedzę o tych sprawach, po konsultacji rady doświadczonych teologów i pobożnych ludzi niech dokonuje tego, co uważa za stosowne do prawdy i pobożności”.
JURYSPRUDENCJA KOŚCIOŁA po Soborze Trydenckim: zawsze proces kanoniczny, z przesłuchaniem świadków, medycznym badaniem uzdrowień, teologicznym rozpatrywaniem orędzi, fizycznym badaniem cudownych wydarzeń albo przedmiotów (np. cuda eucharystyczne, objawienia Matki Bożej św. Katarzynie Labouré, Alfonse Ratisbonne, La Salette, Lourdes, Pontmain, Fatima, Syrakuzy).

3. Cechy kanonicznego osądu Kościoła
a) Tylko te zjawiska zostały uznane za autentyczne, w których nie ma miejsca na żadne wątpliwości, nie został znaleziony żaden błąd. Bonum ex integra causa, malum ex quocumque defectu. Jeśli znalezionoby najmniejszą nawet wątpliwość, wtedy Kościół odmawia takim zjawiskom autentyczności, jeśli natomiast najmniejszy choćby błąd, Kościół je potępia (np. Alumbrados w XVI wieku w Hiszpanii, siostra Maria de la Visitación, etc.).
b) Nawet jeśli hierarchia stwierdza autentyczność danego zjawiska, to nie korzysta z przywileju nieomylności, dlatego, że nieomylność jest gwarantowana tylko w przypadku APOSTOLSKIEGO, A WIĘC PUBLICZNEGO BOSKIEGO OBJAWIENIA, DEPOZYTU WIARY, APOSTOLSKIEJ TRADYCJI I PISMA ŚWIĘTEGO. Ogłoszenie dogmatu jest stwierdzeniem, że przedstawiona prawda jest treścią apostolskiej Tradycji, Depozytu Wiary. Z tego wynika, że nawet deklaracja autentyczności jakiegoś objawienia nie wymaga absolutnego posłuszeństwa i zgody katolika z zagrożeniem wiecznego potępienia (tzn. kto nie wierzy, będzie potępiony). Nie jest więc automatycznie heretykiem albo schizmatykiem ktoś, kto nie wierzy np. w La Salette, jest nim zaś ten, kto nie wierzy we Wniebowzięcie NMP. Natomiast odmowa uznania potwierdzonych przez Kościół zjawisk wskazuje na brak wiary, a nawet pogardę wobec Magisterium Ordinarium Kościoła poprzez lekceważenie uroczyście potwierdzonych prywatnych objawień (Lourdes, Fatima, Paray le Monial), brak posłuszeństwa w sprawach dyscyplinarnych, nierozsądek i brak logiki w sprawach jasnych, brak czci wobec Pana Boga lub Matki Bożej.
c) Z tego wynika również, że zgodnie z powyższą nauką żadne objawienie nie może skupiać na sobie takiej samej uwagi co Magisterium extraordinarium i nie może wymagać od wiernych bezwarunkowej wiary, może natomiast – podporządkowania się hierarchii. Jeśli wizjoner musi wybierać między rozkazem orędzi a rozkazem kościelnym, to powinien wybrać rozkaz kościelny (św. Małgorzata Maria, św. Katarzyna Labouré, siostra Łucja z Fatimy, szczególnie św. Bernadetta z Lourdes) – ufając, że Pan Bóg jest w stanie poruszyć serca przełożonych.
d) Nawet w czasie kryzysu kompetentnej hierarchii nie wolno lekceważyć potrzebnego procesu kanonicznego. Jeśli dzisiejsza hierarchia nie jest w stanie przeprowadzić rzetelnego procesu (brak wiary albo lenistwo etc.), to trzeba ufać, że Pan Bóg jest w stanie nawrócić odpowiedzialnych. Nigdy nie wolno opierać się na niepotwierdzonych zjawiskach nadnaturalnych. Konkretny przykład: proces kanoniczny biskupa Mostaru w sprawie Medjugorie. Proces ten odbył się według jurysprudencji Kościoła. Wyniki są jasne, mimo tego, że członkowie komisji nie byli związani z ruchem Tradycji.

Badanie kanoniczne według „reguł rozeznania duchów”
1. Zasady:
a) Trzeba zawsze najpierw badać zastrzeżenia, szukać negatywnych cech. „Bóg jest światłością, a ciemności w Nim nie ma żadnej!” (1 J 2,1). Ponieważ Bóg jest najwyższym dobrem, czystym aktem (actus purus), nie może być w Nim braku, wady czy błędu. Jeśli więc istnieje choćby mały błąd czy wada, czy tylko brak integralności dobra, to nie może być czynem Boga, ale Jego przeciwnika, zazwyczaj zjawiającego się jako „anioł światłości”, którego zawsze można „poznać po owocach”. Kiedyś pokaże swój ogon, swoją ciemność. „Taktyką złego anioła jest wślizgiwać się do wnętrza duszy nabożnej zgodnie z zastanymi w niej pojęciami, by tak skaptowaną uwieść z kolei do sobie właściwych celów... Dla rozpoznania tedy jakości działającego ducha winna taka dusza zwrócić bacznie uwagę na cały zasięg myśli zasugerowanej przez działającego w niej ducha. Jeśli tedy spostrzeże, iż zarówno początek zasugerowanej myśli, jak też środkowy jej przebieg, a w dodatku sam jej finał składają się z elementów wyłącznie dobrych, zmierzających ku dobru, znakiem to będzie, iż działa tu duch dobry. Jeśli zaś w owym ciągu sugerowanej myśli zarysował się choćby odcień zła, znakiem to będzie oczywistym, iż działa za nią duch zła” (św. Ignacy Loyola, Reguła 4 i 5). W badaniu kanonicznym jednym z najważniejszych badaczy jest PROMOTOR FIDEI, ten, który ma obowiązek sprawdzenia wszystkiego związanego z „objawieniem”, który w jakikolwiek sposób byłby niezgodny i sprzeczny z Depozytem Wiary, z nauczaniem i moralnością Kościoła katolickiego. Dlatego nazwano go adwokatem diabła (advocatus diaboli). Cały proces kanoniczny jest podobny do procesu kanonizacji. Pierwsze zadanie Promotora polega na przesłuchaniu wszystkich świadków (zob. KPK 2023 i 2025). Dokładnie to samo stało się w Lourdes (1859) i w Fatimie (1922).
b) Badania w świetle ROZUMU i w świetle WIARY:
– Po pierwsze, czy zjawiska te można tłumaczyć naturalnie. W tym badaniu zaangażowane będą dziedziny naturalne i ludzkie: psychologia, medycyna, zasady logiczne i metafizyczne, krytyka świadectw świadków według tych samych zasad. Przez to wyklucza się wszelki rodzaj oszustw, chorób psychicznych etc., a zarazem stwierdza się, że chodzi tu o zjawiska, których naturalna wiedza nie potrafi wytłumaczyć.
– Po drugie, jeśli na pewno chodzi o fakty nadnaturalne, to trzeba badać czy pochodzą od Boga, czy też od szatana. Mamy tu do czynienia z ROZEZNANIEM DUCHÓW, chodzi bowiem o czystą naukę teologiczną, która opiera się na Boskiej Wierze.
c) Można posegregować te badania według różnych kryteriów: 3 według porządku naturalnego w świetle rozumu, 7 według porządku nadprzyrodzonego w świetle Depozytu Wiary. Kryteria teologiczne są dwojakie: pierwsze dotyczą samego objawienia, jego treści oraz otaczających je cudów; traktują one o naturze oraz doktrynalnej i mistycznej treści faktów i orędzi, które mają pochodzić od Boga. Kryteria te są obiektywne, pewne i a priori, ponieważ ani sam Bóg, ani N. M. Panny nie są obcy dla katolika. Wiemy o nich z Boskiego Objawienia i te kryteria szczegółowo sprawdzają, czy orędzie jest we wszystkim zgodne z Depozytem Wiary. Drugie dane dotyczą badania owoców duchowych tej nadprzyrodzonej interwencji, według słów Pana Jezusa: „Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach... Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce” (Mt 7, 15–20). Dobre owoce są owocami autentycznego życia nadprzyrodzonego. Te owoce trzeba znaleźć najpierw u wizjonera, potem u wiernych dotkniętych, wreszcie muszą skutecznie się przyczyniać do wspólnego dobra całego Kościoła, Mistycznego Ciała Chrystusa. Ponieważ sens historii polega na rozwoju tego Mistycznego Ciała Chrystusa aż do pełni, tak każda taka Boska interwencja w naszej historii jest koniecznie podporządkowana uświęceniu wiernych i wyjaśnieniu pasterzom precyzyjnej woli Bożej dla swego Kościoła w danym okresie jego ziemskiej pielgrzymki.
Jest ważne dla stwierdzenia autentyczności zjawisk, aby wszystkie zastosowane kryteria badania miały pozytywną odpowiedź. Jeśli jedno kryterium przynosi odpowiedź negatywną, to badane zjawisko nie jest dziełem Pana Boga.

2. Poszczególne kryteria:
2.1. Pierwsze kryterium (naturalne): psychologiczna równowaga świadka objawień.Należy sprawdzić, czy wizje, mowy, stygmaty etc. nie są owocem jakiejś choroby psychicznej. Diagnostyka lekarska ma pokazać, czy u wizjonera występują zaburzenia psychotyczne, histeria, halucynacje albo tendencje do konfabulacji, przesadzona wyobraźnia itp. Bóg nie wybiera sobie świadków, których świadectwo z góry dyskwalifikuje ich brak równowagi psychicznej czy nerwowej. Istnieją piękne badania dotyczące wizjonerów z Lourdes, La Salette, Pontmain, Fatimy, Rue de Bac, Paray le Monial, nawet z procesu św. Joanny z Orleanu, ze stwierdzeniem ich zupełnej prostoty, psychologicznej równowagi etc.
2.2. Drugie kryterium (naturalne): Prawdziwość i prawdomówność świadka.Nie wystarczy, żeby świadek był zdrowy na duchu. Aby być wiarogodny, musi być również szczery. Dlatego badacze szczególnie zajmują się charakterem wizjonera, jego zachowaniem, jego zwyczajną szczerością i lojalnością. Świadectwo otoczenia jest tutaj bardzo przydatne. Trzeba również porównywać różne świadectwa wizjonera, aby stwierdzić ich powiązania, ich ścisłość. Nie może być żadnej sprzeczności. Potem porównywanie wszelkich świadectw wizjonera ze świadectwami otoczenia (zwłaszcza jeśli chodzi o wydarzenie widzialne też dla innych osób). Chodzi o demaskowanie obłudy, oszustwa, udawania. Pozytywne cechy: wstręt do najmniejszego kłamstwa, skrupulatna szczerość, brak najmniejszych sprzeczności.
2.3. Trzecie kryterium (naturalne): autentyczne, obiektywne fakty udowadniające interwencję przyczyny nadnaturalnej.Jeśli to objawienie Boskie, to potrzeba tzw. „podpisu Pana Boga” przez autentyczne cuda, które wskazując na Jego interwencje potwierdzają autentyczność zjawisk. Trzeba tutaj konsultować się ze specjalistami psychologii, naukowcami wiedzy naturalnej, którzy stwierdzą niemożność naturalnego wytłumaczenia tego faktu (np. uzdrowienia w Lourdes z badaniem wody, cud słońca w Fatimie 13 października 1917 r., gdzie meteorologia i astronomia stwierdzają, że nie ma naturalnego wytłumaczenia zjawisk). Wykluczona musi być zbiorowa halucynacja.
2.4. Czwarte kryterium (teologiczne): REGULA FIDEI.Po stwierdzeniem nadnaturalności zjawisk pierwsze zadanie polega na badaniu, czy orędzia głoszone podczas tych „objawień” są zgodne z BOSKIM OBJAWIENIEM, z Depozytem Wiary, nieomylnie powierzonym Kościołowi katolickiemu. To kryterium jest bezwzględne, bo nic, co pochodzi od Boga nie może być sprzeczne z Prawdą tegoż samego Boga, z Wiarą Katolicką – nawet jeśli byłby to „anioł z nieba”: „Gdybyśmy my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie wyklęty!” (Ga 1, 8). A św. Jan w swoim pierwszym liście pisze: „Umiłowani, nie dowierzajcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie. Po tym poznajecie Ducha Bożego: każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w Ciele, jest z Boga. Każdy zaś duch, który nie uznaje Jezusa, nie jest Boga, i to jest duch Antychrysta” (1 J 4, 1–3). To, co Apostoł mówi tutaj o Wcieleniu Chrystusa, zaprzeczonym przez heretyków swego czasu, stosuje się do każdej Prawdy Katolickiej należącej do nieomylnego depozytu Wiary. Wtedy mało znaczące są „cuda” i „znaki”, dokonywane przez tego, który uważa się za wysłannika nieba. Jeśli jego doktryna nie jest doktryną Kościoła, nie może mówić w imię Boga. Już w Starym Testamencie Mojżesz ostrzegał naród wybrany: „Jeśli powstanie u ciebie prorok lub wyjaśniacz snów i zapowie znak lub cud, i spełni się znak albo cud, jak ci zapowiedział, a potem ci powie: «Chodźmy do bogów obcych i służmy im», nie usłuchasz słów tego proroka. Gdyż Pan, Bóg twój, doświadcza cię, chcąc poznać, czy miłujesz Pana, Boga swego, z całego swego serca i z całej duszy. ...Ów zaś prorok musi umrzeć, bo chcąc cię odwieść od drogi, jaką iść ci nakazał Pan, Bóg twój, głosił odstępstwo od Pana, Boga twego... W ten sposób usuniesz zło spośród siebie” (Pwt 13, 2–6). Kościół zawsze wiernie stosował to Boskie prawo, ekskomunikując fałszywego proroka czy fałszywego wizjonera. „Wystarczy, że w sprawie dogmatycznej jeden jedyny punkt jest zaprzeczony i można z pewnością wnioskować, że wizjoner nie jest wysłannikiem Boga” (Poulain).
Wszyscy autorzy katolickiej mistyki są jednogłośni w stosunku do tej pierwszej zasady, która nigdy nie ulega żadnemu wyjątkowi (zob. szczególnie św. Teresa z Avilla, Życie, rozdz. 25 i 32). Jeśli więc wizjoner nam powie, że Pan Jezus albo Najświętsza Maryja Panna powiedzieli mu, że „wszystkie Kościoły, katolicki, prawosławny, protestancki... są środkami zbawienia”, to mogą pokazać choćby tysiąc cudów, a wszystkie sprzęty elektroniczne udowadniające rzeczywistość ekstazy już są niepotrzebne. Z drugiej strony zaś teologia nas ostrzega: „Jeśli «objawienie» nie zawiera żadnego doktrynalnego błędu, to jeszcze nic nie można wnioskować”. Jeśli prawowierność jakiegoś orędzia jest koniecznym warunkiem jego autentyczności, to nigdy nie jest ona warunkiem wystarczającym.
2.5. Piąte kryterium (teologiczne): REGULA OBOEDIENTIAE.Bóg nie może być sprzeczny z samym Sobą. Jeśli objawia Swą Wolę wybranej duszy, nie może On być sprzeczny ze Swą Nieodmienną Wolą, już objawioną w nieomylnym OBJAWIENIU Starego i Nowego Testamentu. Innymi słowy, w orędziu ukazanym jako pochodzącym od Boga nic nie może zaprzeczać Boskiemu Prawu. Przeciwnie, wszystko ma zachęcać do jak największego posłuszeństwa wobec Przykazań Boskich, wobec poleceń Pana Jezusa w Ewangelii i wobec przykazań Jego świętego Kościoła. Wszystko w takim orędziu musi zachęcać do dobrych obyczajów oraz praktykowania cnót. Więc, nade wszystko, posłuszeństwo Prawu Bożemu we wszystkich Jego wyrazach.
Wymagane jest również posłuszeństwo Jego przedstawicielom widzialnym. Dlatego „objawienia” udzielane uprzywilejowanej duszy muszą być podporządkowane „testowi” posłuszeństwa prawowitemu autorytetowi. Żywoty świętych są tu dobrym przykładem. Pan Jezus powiedział św. Małgorzacie Marii: „Jestem zadowolony, jeśli wolisz wolę twoich przełożonych od Mojej, gdy oni zakazują ci robić to, co Ja od ciebie wymagam”. Ci święci, którzy może najwięcej otrzymali tego typu szczególnych łask (wizji, ekstaz, orędzi), byli zarazem najbardziej posłuszni rozkazom autorytetu kościelnego względem tychże łask. Spójrzmy na jasną i „surową” doktrynę św. Jana od Krzyża. W Drodze na Górę Karmel (II. 19 i 20) ten wielki święty napisał: „Dla dobra dusz i dla ich bezpieczeństwa należy je zatem skłaniać do tego, by roztropnie odrywały się od tych nadprzyrodzonych zjawisk (tych prawdziwych – red. „Zawsze Wierni”). Trzeba je natomiast przyzwyczajać do czystości ducha w ciemnej wierze, będącej środkiem do zjednoczenia”.
Trzeba jeszcze dodać, że kryterium posłuszeństwa jest podporządkowane kryterium Wiary, tak jak cnota posłuszeństwa jest podporządkowana cnocie wiary. Znaczy to, że posłuszeństwo nie tylko dotyczy wizjonera, ale także kościelnej hierarchii, która tylko wtedy prawidłowo działa wobec tych „objawień”, kiedy szuka wyłącznie woli Bożej, dobrze jej znanej z Depozytu Wiary, z doktryny Kościoła, Ojców, Doktorów oraz z przykładu świętych.
2.6. Szóste kryterium: REGULA SANCTITATIS.Czy fakty, gesty, słowa „objawienia” są zgodne z Boskim Majestatem, z Boską Świętością? „Gdy boskie wizje zawsze są zgodne z powagą i majestatem niebieskich rzeczy, diabelskie zjawiska zawsze mają jakąś cechą niezgodną z Bogiem, coś śmiesznego, dziwacznego, niedorzecznego, nieporządnego i nierozsądnego” (Msgr Farges, Traktat teologii mistycznej). Poza tym Bóg jest „Bogiem pokoju i miłości” (2 Kor 13, 11). „Duch niepokoju” nie jest duchem Bożym. Niepokój (zewnętrzny i wewnętrzny) uniemożliwia prawdziwe skupienie oraz należyty respekt przed Boską Obecnością. We wszystkich objawieniach Bożych, w Piśmie Świętym, człowiek nieruchomo milczy. I mistrzowie dodają: silentium tibi laus. Jeśli objawiająca się osoba rodzi niepokój, to jest złym duchem. Również „mowa Pana jest prosta” (Ps 33, 4). Wszelkie cechy „zamieszania” są obce Dobremu Duchowi. „Niepokój” i „zamieszanie” polega na tym, że zły duch chce przez to zmęczyć człowieka i duchowo, i fizycznie, tak, by miał on w końcu dosyć wszelkiego rodzaju objawień.
Aby lepiej badać, czy „objawienie” jest we wszystkich swych elementach zgodne ze Świętością, Majestatem, Wszechmocą i Mądrością Boga, trzeba metodologicznie i chronologicznie badać:
2.6.1.Wizjonera przed „objawieniem”: tym razem nie ze względu na równowagę psychiczno-nerwową oraz na prawidłowości, lecz ze względu na nadprzyrodzoną odpowiedniość, że Bóg właśnie jego wybrał do realizacji takiej misji. Tutaj solidne cnoty nadprzyrodzone są gwarancją autentyczności. Rzeczywiście, czasem Bóg objawia się grzesznikom w celu ich nawrócenia. Jest natomiast również rzeczą udowodnioną, że Pan Bóg powierzył wszystkie wielkie orędzia światowej ważności albo małym dzieciom żyjącym w doskonałej czystości, albo osobom duchownym zaawansowanym na drodze świętości. Czy chodzi o św. Małgorzatę, św. Katarzynę Labouré, św. Bernadettę, wizjonerów z Pontmain czy z Fatimy, wszyscy oni byli doskonale godni, aby otrzymać i przekazać orędzia z Nieba.
2.6.2.Okoliczności pierwszego objawienia: w momencie wybrania wizjonera za „narzędzie wybrane”, mające światu zakomunikować „niebieskie objawienia”, Bóg na pewno nie wybiera okoliczności grzechu, lecz stan modlitwy i skupienia albo też praktykowanie jakiegoś aktu cnoty. Bóg nie powierzyłby Swej tajemnicy komuś, kogo wewnętrzne życie w samym momencie objawienia nie byłoby w porządku, albo nawet wypełnione jakąś złą intencją (np. dokonania grzechu). Również trzeba uważać na zjawiska otaczające pierwsze objawienie: światłość czy „szurgotanie” itd.
2.6.3.Pierwsze reakcje wizjonerów w obecności nadnaturalnego bytu, który im się objawił, są szczególnie cenne; tutaj często można łatwo rozpoznać dobrego czy złego ducha: lęk, strach, niepokój, zamieszanie, panika, podrażnienie, podniecenie, omdlenie, zamęt, trwoga – są towarzyszami złego ducha. Pokój, skupienie, bojaźń przed obecnym Majestatem, słodycz i radość są znakami Dobrego Ducha.
2.6.4. Dokładne określenie cyklu objawień (jak np. w Lourdes czy Fatimie) jest pozytywnym znakiem. Przeciwnie, ich nieokreślone mnożenie w czasie i przestrzeni jest cechą niepokojącą, tak samo jak machinalne ich powtarzanie się o porze według woli wizjonerów. W autentycznych manifestacjach Boga zawsze znajduje się aspekt nieprzewidywalny, spontaniczny, darmowy. W ten sposób Bóg pokazuje, że jest i zawsze pozostaje suwerennym Panem w swoich objawieniach. Ponadto każdy układ chronologiczny ukazuje wewnętrzny sens objawień. Widać w tym cyklu obmyślany plan: że zachodzi w jego przeprowadzeniu jakaś logika wydarzeń: rozpoczynają się, jak np. w Lourdes, zjawiskami milczącymi, dochodzą do swego szczytu w objawieniu „Jam jest Niepokalane Poczęcie”; albo w Fatimie: coraz jaśniejsze i dokładniejsze pouczanie dzieci o tajemnicy NIEPOKALANEGO SERCA, aby zakończyć się „Boskim podpisem” przez cud słońca. Jeśli natomiast zjawiska stają się coraz rozmaitsze, bez żadnej logiki albo harmonijnego rozwoju orędzi, lecz raczej cykl zjawisk przebiega postępem opadającym (po „wielkich” wydarzeniach na początku zjawiska stają się coraz bardziej rozczarowujące, prowadzą donikąd), to jest to znak szatana, który na pierwszy rzut oka ukazuje wielką fasadę, za którą jednak nic nie stoi.
2.6.5.Opisanie objawiającej się osoby przez wizjonerów wyjaśnia często od samego początku, z kim mamy do czynienia: widok przerażający, wzbudzający strach albo widok karykaturalny wskazuje na złego ducha.
2.6.6.Zachowanie „Osoby objawiającej się” jest szczególnie ważne dla badania autentyczności: jakikolwiek gest czy zachowanie wulgarne lub nieprzyzwoite, każde niegodne niedbalstwo, każda dziwaczność lub maniera groteskowa lub niezdrowa są złymi znakami, ponieważ nawet w ich najbardziej pobłażliwej zażyłości Osoby Boskie zawsze pozostają pełne prostoty, godności, czystości i świętości.
2.6.7.Słowa „Osoby objawiającej się” ulegają najdokładniejszym badaniom: czy są one zgodne z pokorą, dobrocią, z królewską skromnością Słowa Wcielonego lub Jego Najświętszej Matki? Każde nadmierne wymaganie, wszystko to, co wychwala nieumiarkowanie wizjonera, nie może pochodzić od Boga. Trzeba dalej badać, czy „Osoba objawiająca się” zrealizowała swe bezwarunkowe obietnice? Czy jej przepowiadania są dwuznaczne, niewyraźne, niejasne? Czy wahała się lub ujawniła się u niej ignorancja albo niewiedza? Tutaj trzeba przypominać jeszcze inną zasadę: Pan Bóg nie interweniuje w sposób nadzwyczajny bez odpowiedniej przyczyny. Jeśli „orędzie” jest banalne, albo jeśli tylko powtarza już oklepany frazes, albo powtarza słowa już wyrażone w poprzednich objawieniach, to takie orędzie jest w najwyższym stopniu podejrzane. Pan Bóg nie jest gadułą. W autentycznych objawieniach, prywatnych czy Apostolskich, Bóg mówi krótko. Ostatnia zasada:Quid ad aeternitatem? Czy orędzie jest użyteczne dla zbawienia wiecznego? Można być pewnym, że Pan Bóg nie objawia się, aby zaspokoić naszą ciekawość, lecz tylko dla bardzo poważnego powodu. Każde „orędzie” prawdziwie Boskie jest zawsze pożyteczne dla zbawienia. Jeśli „Osoba objawiająca się” udziela w każdej chwili każdemu ciekawemu porady, to takie „objawienia” są raczej podobne do seansów spirytystycznych, aniżeli do godności Bożej, bo na tych seansach „duch” również odpowiada na wszelki rodzaj ciekawskich pytań.
2.6.8.Dzieła otaczające „objawienia” trzeba również badać: ekstazy, stygmaty, uzdrowienia i inne znaki. Znowu, nie chodzi o stwierdzenie nadnaturalności tych zjawisk, lecz o ich zgodę z MAJESTATEM BOŻYM. Trzeba sprawdzić, czy jest to możliwe, że takie zachowanie (np. podczas ekstazy) ma nieskończenie Świętego Boga za autora?
2.7. Siódme kryterium: A FRUCTIBUS COGNOSCETIS ILLOS. OWOCE NADPRZYRODZONE W DUSZY WIZJONERA.Nie wystarczy stwierdzić tylko kilka cech zewnętrznych, widzialnych intensywnego życia pobożności i ascezy. Trzeba dojść do istoty: badać wzrost cnót teologicznych, które są koniecznymi owocami oraz środkiem sprawdzenia prawdziwego stanu życia nadprzyrodzonego.
1. Pierwszy owoc: Wiara, która jest całkowitym przyleganiem bytu, rozumu i serca do wszystkich dogmatów nauczanych przez Kościół. Dusza naprawdę faworyzowana przez nadzwyczajne Boże łaski jest tak utwierdzona w Wierze, że „czuje się w stanie zmusić do zamilknięcia wszystkie demony, broniąc najmniejszej z prawd naszej Wiary”.
2. Drugi owoc: Nadzieja. Każda nadzwyczajna łaska powiększa w duszy pragnienie nieba (porównaj życie św. Bernadetty czy wizjonerów fatimskich). Wizjoner, który nie ma takiej przenikliwej tęsknoty, nigdy nie kontemplował owych Boskich tajemnic, o których mówi! Z pragnieniem nieba idzie w parze pragnienie, żeby jak najwięcej dusz osiągnęło ten wieczny cel. Stąd u prawdziwego wizjonera „obsesja” dla zbawienia dusz; niezmierny smutek z powodu tylu dusz, które się same potępiają; stanowcza i heroiczna wola poświęcenia się całkowicie, aby im wyjednać łaskę nawrócenia.
3. Trzeci owoc: Miłość, która wyraża się najpełniej w umiłowaniu Woli Bożej, zawartej w swoich przykazaniach, w prawach Kościoła, w decyzjach prawowitych przełożonych. Wizjoner, który naprawdę kocha Boga, pragnie tylko przekazać Jego orędzia, nieustannie obawiając się, czy nie jest ofiarą iluzji czy złudzeń szatana, poddaje się chętnie wyższemu autorytetowi Kościoła, który go kieruje na dobrą drogę.
4. Czwarty owoc: Duch adoracji. Dusza, która dotknęła tajemnicy BOSKIEGO MAJESTATU, na zawsze będzie przeniknięta taką wizją, w której mogła ona widzieć coś z nieskończonej świętości Bożej oraz rozumieć coś z Jego Tajemnicy. Taka dusza na zawsze pozostaje przepojona wielkim respektem, duchem nieustannej adoracji, całkiem przeciwnej wulgarnej intymności fałszywych wizjonerów, którzy chcą zadowolić własne i innych kaprysy, ciekawość etc.
5. Cecha stała prawdziwego wizjonera: absolutna szczerość; prawdziwość we wszystkich słowach, gestach i czynach. Wiedząc, że jest wysłannikiem Słowa Prawdy, nie może wytrzymać najmniejszego złudzenia, najmniejszego oszustwa czy kłamstwa. Przeciwnie, fałszywy wizjoner, oszukany przez księcia kłamstwa, wcześniej czy później zdradzi się przez nieprawdziwości i kłamstwa. Patrząc na potwierdzone przez Kościół wielkie objawienia można a posteriori stwierdzić, że Pan Bóg pokazał ważność tychże objawień m.in. przez jasną świętość wizjonerów.
2.8. Ósme kryterium: OWOCE NADPRZYRODZONE W DUSZACH WIERNYCH:
1. Ponieważ orędzia kierują się zawsze do wiernych, jest to rzecz normalna, że wierni dotknięci przez ten kontakt z Bogiem otrzymują szczególne łaski, a zatem widać u nich nadprzyrodzone owoce. Na Rue de Bac w 1830 r. Niepokalana powiedziała: „Przyjdźcie do stóp tego ołtarza, skąd łaski spłyną na te osoby, które o to proszą z ufnością i gorliwością”.
2. Trzeba natomiast zaznaczyć, że to kryterium nie jest wystarczające. Wszystkie fałszywe objawienia ciągnęły za sobą mnóstwo wiernych, którzy modlili się i spowiadali, przyjmowali komunię św., czasem nawet nawrócili się. Takie zjawisko może trwać podczas wielu lat, diabeł, bowiem często pozwala prowizorycznie na realizację pewnego dobra, aby jak najwięcej dusz przez to pozorne dobro zwieść – i w ten sposób osiągnąć większy sukces. Mistrzowie mistycznego życia uczą: „Są ludzie, którym demon nie przeszkadza czynić dużo dobrego, gdyż dobro, którego dokonują, służy mu, aby wprowadzić w błąd!” (o. Lallemant). „Demon jest podobny graczom, którzy chcą oszukiwać: na początku pozwalają partnerom wygrywać, tak że oni coraz bardziej zaangażują się w grę, aby potem przegrali 10 razy więcej” (o. Poulain). Dlatego trzeba dokładnie sprawdzać, czy owoce są prawdziwie nadprzyrodzone i trwałe, czy powiększają u wiernych cnoty Wiary katolickiej, pragnienie Nieba i triumfu Najświętszego Serca Pana Jezusa i Niepokalanego Serca Maryi nad wszystkimi wrogami, miłość do jedynego, świętego, apostolskiego, katolickiego Kościoła, posłuszeństwo Przykazaniom Bożym i Kościelnym, gorliwą praktykę sakramentów.
3. Ze szczególną uwagą trzeba tu badać życie duchowe (modlitewne), które pod wpływem „objawień” rozwija się u wizjonerów i pielgrzymów. Definicja modlitwy jest następująca: „ORATIO EST PIA ANIMAE IN DEUM ELEVATIO, AD EUM ADORANDUM, AD GRATIAS PRO ACCEPTIS BENEFICIIS AGENDAS, AD VENIAM PRO PECCATIS IMPETRANDAM ET AD ALIA NOBIS ALIISVE NECESSARIA VEL UTILIA PETENDA”. Warunkiem prawdziwej modlitwy jest skupienie, cisza, milczenie. Modlitwa jest odpoczynkiem w Bogu, więc ma cechę spokoju i ładu. Modlitwa jest działaniem duszy, bo tylko władze duszy mogą osiągnąć tajemnicę Boga. Dusza natomiast używa wzruszenia serca, ruchów ciała i języka, aby wyrażać w ludzkim całokształcie swe oddanie Bogu. Praktyki modlitewne, które przewracają tę hierarchię, są znakiem działania tego, który ma na imię „Przewracający”, po grecku diabolos. Mnożenie się ustnych modlitw prowadzonych bez przerwy podczas całego dnia, a nawet podczas kilku dni, czasem w sposób mechaniczny, monotonny, męczy duszę, uniemożliwia jej prawidłowe duchowe działanie. Taka „materializacja” modlitwy jest istotą „modlitw” wschodnich religii oraz islamu: powtarzanie słów bez działania duszy, która dopiero nadaje tym słowom sens i głębię. Inna przewrotność polega na modlitwie służącej pokazowi uczuć (zob.: ks. K. Stehlin, Ruch charyzmatyczny. Czy to jest katolickie?, Warszawa 1997). Nie jest przypadkiem, że ruch charyzmatyczny pojawia się szczególnie w miejscach objawień, bo dla tego ruchu nadnaturalne sensacje są jakby racją bytu i sednem całej swej „duchowości”). Taki rodzaj modlitwy nigdy nie prowadzi do prawdziwej świętości.
4. Patrząc na owoce, trzeba wyjaśniać, w jaki sposób „duchowość”, „życie modlitewne”, „orędzia” nadnaturalnego objawienia wpływają na codzienne życie wiernych. Prawdziwa „duchowość”, prawdziwe życie modlitewne ma taki wpływ na wiernych, że mogą oni coraz lepiej wykonywać swoje obowiązki stanu (rodzinne, zawodowe, społeczne etc.). W harmonijny sposób łączą życie wewnętrzne i zewnętrzne. Gdyby natomiast nastąpiło gwałtowne zerwanie między „seansem modlitewnym” a codziennym życiem, a może nawet sprzeczność między tymi dwoma stanami, byłby to znak nieporządku i zamiast uzyskać odpowiednie owoce, prowadziłoby człowieka do zaniedbania swoich obowiązków. Gdyby dodatkowe przyczyny i intencje tak modlących się wiernych były ciekawością, szukaniem sensacji, zadowoleniem uczuć, to trzeba analizować takie „seanse modlitewne” porównując je z seansami spirytystycznymi, które przynoszą takie same skutki.
5. Trzeba również badać, czy owoce u wiernych są specyficznymi i bezpośrednimi owocami samego objawienia. Tak np. w Fatimie czy w Lourdes łatwo zauważyć, że pielgrzymi są przyciągani przez Matkę Bożą, a nie przez kazania zapalonego duchowieństwa. Przeciwnie, duchowieństwo na początku prawdziwych objawień zawsze zachowuje rezerwę, jest nieufne. Dopiero po stwierdzeniu autentyczności ze strony kompetentnego autorytetu kapłani mogą w imię Kościoła popierać to miejsce dla osiągnięcia największych owoców duchowych wśród wiernych.
2.9. Dziewiąte kryterium: BONUM COMMUNE ECCLESIAE.Każde prawdziwe objawienie, a również każde szatańskie złudzenie ma swój cel. Omne agens agit propter finem. Ukrytym autorem każdego wydarzenia jest ten, który na końcu definitywnie z tego wydarzenia korzysta. „Można poznać węża po jego ogonie, tzn. przez skutki jego działania i przez kres, dokąd prowadzi” (o. Lallemant). Aczkolwiek zaproszenia do złego nigdy nie mogą pochodzić od Dobrego Ducha, często zaproszenie do dobrego pochodzi od Złego Ducha, który używa dobrego środka do realizacji złego celu. Tak dokładnie wygląda tzw. „pokusa pod pozorem dobrego”, którą św. Ignacy Loyola tłumaczy w regułach o rozeznawaniu duchów.
2.10. Dziesiąte kryterium: DEMON JEST MAŁPĄ PANA BOGA.Jego strategia polega na imitacji oraz na konkurencji. Zawsze trzeba zapytać z okazji nowych objawień, czy nie są po prostu pułapkami diabła, aby przeszkadzać poprzednim, autentycznym objawieniom. Często nowe „objawienie” wzbudza sensację, aby odwrócić uwagę wiernych od prawdziwych orędzi Bożych, które powoli lekceważą albo całkowicie zapominają. Takie przykłady w historii miały już miejsce: w czasach św. Teresy z Avilla i św. Jana od Krzyża pojawiły się Magdalena od Krzyża i inna, tzw. stygmatyczka z Lizbony, z fałszywymi objawieniami, aby przeszkadzać i, jeśli to możliwe, zniszczyć wielkie dzieło wymienionych świętych. Fałszywa wizjonerka Nicole Tavernier chciała przeszkodzić bł. Acarie i kard. De Berulle w odnowieniu życia zakonnego we Francji. Pani Guyon i fałszywi święci jansenizmu starali się zniszczyć apostolat św. Jana Eudes, św. Małgorzaty Marii, św. Ludwika Grignon de Montfort. Krótko po objawieniach Matki Bożej w Lourdes zjawiły się w okolicach dziewczynki, u których stwierdzono nadzwyczajne zjawiska i które powiedziały, że objawiła się im Matka Boża. Tak miało być dyskredytowane objawienie w Lourdes. Po objawieniach fatimskich można stwierdzić chyba najwięcej diabelskich oszustw. Poprzez te oszustwa diabeł chce za wszelką cenę powstrzymywać wiernych i dostojników Kościoła od praktykowania wymagań Matki Bożej z Fatimy i w ten sposób powstrzymywać realizację wielkich obietnic związanych z Fatimą: uratowanie niezliczonych dusz od potępienia, nawrócenie Rosji, triumf Niepokalanego Serca NMP. Trzeba zauważyć, że wszystkie te ceregiele szatańskie miały własne „cuda, znaki, proroctwa, orędzia”. Wynika z tego, że istnieje zasada w historii Kościoła, że szatan próbuje szkodzić prawdziwym objawieniom i zmniejszyć nadprzyrodzone owoce przede wszystkim przez pułapkę fałszywych objawień, aby oderwać gorliwych i prostych wiernych od źródła łask i prowadzić ich do błędu przez duchowe i materialne ciekawostki.

WYNIK:Jeśli tylko jedno kryterium jest negatywne, to objawienie nie pochodzi od Boga, według zasady:bonum ex integra causa, malum ex quocumque defectu. Jeśli wszystkie kryteria są pozytywne, i to w sposób trwały, kompetentny autorytet ma ogłosić autentyczność objawienia. Z tego wynika, że ostateczny, pozytywny osąd nie może być ogłoszony przed zakończeniem objawień, a nawet jakiś czas musi upłynąć, aby owoce stały się bardziej widoczne.

Badania uzupełniające
1. Dla pełnego zrozumienia nadnaturalnych zjawisk Kościół klasyfikuje je, aby w ten sposób lepiej odróżnić prawdę od błędu, prawdziwe wydarzenia mistyki od zjawisk metapsychicznych albo psychopatologicznych, bądź nawet spirytystycznych. Tak samo należy rozróżniać różne rodzaje wizji (intelektualnych, imaginatywnych, cielesnych, pseudocielesnych), aby stwierdzić ich wartość nadprzyrodzoną. Z powodu podobieństwa zjawisk diabelskich z objawieniami Boskimi (zob. 10. kryterium) zewnętrzny wygląd prawdziwych nadprzyrodzonych mistycznych wydarzeń może być dla niedoświadczonego oka podobny do opętania. Wyjaśnienie różnic i podobieństw pomaga wiernym lepiej rozeznać duchy. Tak samo trzeba traktować pojawiające się charyzmaty: w jakiejś mierze mogą być spowodowane przez złego ducha, do jakiegoś stopnia mogą być wynikiem wyłącznie interwencji Boga.
2. Trzeba analizować „objawienie” również na tle zaangażowanych osób, które same nie są wizjonerami, lecz mają wielki wpływ na nich, a czasem są właściwymi kierownikami „objawienia”. W jaki sposób wizjoner jest od nich zależny? Jakie są ich motywy? Jakie są reakcje wizjonera przed ich działaniem, jakie pod ich wpływem? Jakie są owoce nadprzyrodzone szczególnie u nich?

Wyrok kanoniczny
Sądzenie kanoniczne jest wynikiem badania kanonicznego. Wartość wyroku jest zależna od wartości badania. Jeśli badania dokonano w sposób lekceważący albo jednostronny, to wyrok jest nieważny (jest to szczególnie istotne w dobie charyzmatyzmu, jeśli biskup – pierwszy odpowiedzialny za proces kanoniczny – jest charyzmatykiem albo modernistą). Trzeba pod tym względem obejrzeć badania kanoniczne dla objawień w La Salette, Lourdes, Pontmain, Fatimie etc.: odpowiedź na zastrzeżenia, zarzuty, wszelkie możliwe argumenty przeciw.
1. Odpowiedzialność pasterzy jest wielka. Kard. Alfredo Ottaviani przypomina: „Jest prawo i obowiązek magisterium kościelnego, aby dokonać wyroku nad prawdą i naturą zjawisk czy objawień, o których mówi się, iż są specjalną interwencją Boga”. Przez prawdziwe orędzia Pan Bóg przekazuje Kościołowi Swą świętą wolę, aby w każdym czasie przez szczególną interwencję ukazać Swe nieskończone miłosierdzie, pokazać intencje Swego Boskiego Serca nad ludźmi oraz pomagać wiernym do osiągnięcia wiecznego zbawienia szczególnie w trudnych czasach. Lekceważenie prawdziwych interwencji Boga przez zaniedbanie kanonicznego badania jest zbrodnią ze strony odpowiedzialnych za to w Kościele.
2. Pasterze mają zatem obowiązek rozpoznania i zatwierdzenia autentycznych Boskich objawień. Jeśli Bóg mówi dla dobra Swego Kościoła, to Pasterze mają największy obowiązek rozpoznać Jego głos i Jemu być posłuszni. Widocznie, przez Objawienia Najświętszego Serca Pana Jezusa w Paray Le Monial, przez Objawienia Matki Bożej w Guadelupe, Rue de Bac, Lourdes, Fatimie, Pan Bóg używa tego szczególnego środka łaski w przewidywaniu apokaliptycznego dramatu na końcu czasów. Nie chodzi zatem tu o dodatkowe wsparcie, które można by było lekceważyć, lecz o niezbędną pomoc, którą Bóg w czasach konieczności udziela jako środka zbawienia, na pierwszym miejscu Różaniec, nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa i Niepokalanego Serca NMP. Kościół nauczający i wierni muszą uwzględnić tę wolę Bożą.
3. Jeśli nadprzyrodzoność jest stwierdzona, autorytet kościelny ma obowiązek dokonać badania orędzi przekazanych przez wysłannika Boga. Np. bp Laurence w deklaracji kanonicznego wyroku Kościoła, według którego „Niepokalana Matka Boża rzeczywiście objawiła się Bernadetcie Soubirous”, zapewnia publicznie, że jego stanowczą wolą jest być posłusznym wymaganiom Matki Bożej, wyrażonym podczas objawień w Lourdes. Jeśli natomiast po deklaracji autentyczności pasterze zaniedbują realizacji wymagań wyrażonych w objawieniach, jest to z ich strony jawne nieposłuszeństwo, które często będzie ukarane zaślepieniem. Tak np. św. Joanna z Orleanu została potępiona, orędzia fatimskie są do dzisiejszego dnia wzgardzone, orędzie z La Salette zwalczane chociażby przez strażników sanktuarium...
4. Przeciwnie, jeśli zjawisko jest rozpoznane jako nienadprzyrodzone albo diabelskie, hierarchia ma największy obowiązek demaskowania oraz potępienia szatańskiego dzieła. Z największym naciskiem Pan Jezus (i po Nim św. Paweł) ostrzegał przed fałszywymi prorokami. Taka denuncjacja musi być dokonana w ten sam sposób, jak potępienie herezji. Tolerować bez interwencji zjawiska, które na pewno nie pochodzą od Boga, zatem od diabła, jest narażeniem na niebezpieczeństwo wiary i zbawienia wiernych, jest też wzgardzeniem świętości Boskiego Majestatu. Z drugiej strony można często zauważyć, że skoro kompetentny autorytet dokonał swojego obowiązku, odkrywając diabelskie oszustwa pewnych zjawisk, same zjawiska przestają istnieć. Przeciwnie, przez obojętność, lekceważenie albo nawet współudział pasterzy owe zjawiska mogą się przedłużać i w ten sposób pozwalają ojcu kłamstwa dokonywać „cudów i wielkich znaków”, aby doprowadzić do jak największego zgorszenia wiernych.
WEGŁUG TYCH ZASAD NALEŻY BADAĆ WSZYSTKIE NADNATURALNE ZJAWISKA, JAK NA PRZYKŁAD TE W OŁAWIE, MEDJUGORIE, GARABANDAL ETC.

Zawsze Wierni, nr 26, 01-02.1999, s. 14.







Zapraszam na Rekolekcje Wielkopostne 15-17.03.2013 r..









Dzięcięctwo duchowe 
według 
św. Teresy od Dzieciątka Jezus




15.03.2013 r. - piątek - feria Wielkiego Postu

17:00 Różaniec (możliwość przystąpienia do spowiedzi św.)
17:30 Wykład
18:00 Msza Święta
18:45 Wykład
19:30 Droga Krzyżowa


16.03.2013 r. - sobota - feria Wielkiego Postu

16:30 Różaniec (możliwość przystąpienia do spowiedzi)
17:00 Wykład
18:00 Msza Święta
18:45 Wykład
19:30 Adoracja Najświętszego Sakramentu; Gorzkie Żale


17.03.2013 r. - niedziela - 1. Niedziela Męki Pańskiej

8:30 Różaniec (możliwość przystąpienia do spowiedzi)
9:00 Gorzkie Żale
9:30 Wykład
10:00 Msza Święta




Rekolekcje głosi Ksiądz Konstantyn Najmowicz FSSPX.












"Dzieje duszy" - Święta Teresa od Dzieciątka Jezus - "Wczesne dzieciństwo".





"Dzieje duszy"

Święta Teresa od Dzieciątka Jezus


ROZDZIAŁ 1

WCZESNE DZIECIŃSTWO


Miłosierdzie Boże i tajemnica wybrania. Miłość dla rodziców i sióstr. Wizyta w Mans. Charakter Teresy. Przyjaźń z Celinką. Sen o diabełkach. Słoneczne lata.



ther01.jpg (11880 bytes)Tobie, moja droga Matko, która jesteś mi podwójnie Matką, powierzam dzieje mej duszy... (1) W dniu, w którym kazałaś mi to uczynić, zdawało mi się, że rozproszę moje serce, zajmując się sobą, ale Jezus dał mi zrozumieć, że stanę się miłą Jemu przez proste posłuszeństwo; mam zresztą do zrobienia tylko jedno: Zacząć śpiewać to, co będę powtarzać przez całą wieczność — ,, Zmiłowania Pańskie!!!” (2).

Zanim wzięłam pióro do ręki, uklękłam przed figurą Maryi (3), (przez którą otrzymaliśmy tyle dowodów matczynej opieki Królowej Nieba nad naszą rodziną) i prosiłam Ją o pokierowanie moją ręką, abym nie napisała ani jednej linii, która by Jej nie była miłą. Następnie otworzyłam Ewangelię Świętą; wzrok mój padł na słowa: — ,,Jezus wszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego” (Mk 3,13) (4). Oto prawdziwa tajemnica mego powołania, całego mojego życia, a przede wszystkim tajemnica uprzywilejowania mojej duszy przez Jezusa... On nie wzywa tych, którzy są tego godni, ale tych, których sam chce, albo, jak mówi św. Paweł: — ,,Bóg lituje się nad tym, nad kim zechce, i miłosierdzie okazuje temu, nad kim chce się zmiłować. Nie zależy to więc od trudu tego, kto chce, ani kto się ubiega, ale od litującego się Boga” (Rz 9,15 i 16).
Przez długi czas pytałam siebie, dlaczego dobry Bóg ma swoich uprzywilejowanych, dlaczego wszystkie dusze nie otrzymują łask w równym stopniu; dziwiłam się widząc, jak obdarza nadzwyczajnymi względami Świętych, którzy w przeszłości obrażali Go, jak św. Paweł i św. Augustyn, oraz ci, których On zmusił — rzec by można — do przyjęcia swej łaski. Ponadto, czytając o życiu Świętych i widząc, jak Pan Nasz miał upodobanie w pieszczeniu ich od kołyski aż do grobu, jak usuwał z ich drogi wszelkie przeszkody mogące utrudnić im wznoszenie się ku Niemu, jak uprzedzał te dusze swymi względami, aby nie dopuścić do przyćmienia niepokalanego blasku ich szaty chrztu, pytałam siebie: dlaczego, na przykład, tak wielu biednych dzikich umiera, zanim mają możność usłyszeć dźwięk Imienia Bożego... Jezus raczył pouczyć mnie o tej tajemnicy. Stawił mi przed oczyma księgę natury i zrozumiałam, że wszystkie kwiaty przez Niego stworzone są piękne, że przepych róży i biel Lilii nie ujmują woni małemu fiołkowi ani zachwycającej prostoty stokrotce... Zrozumiałam, że gdyby wszystkie małe kwiatki chciały być różami, natura straciłaby swą wiosenną krasę, pola nie byłyby umajone kwieciem...
Podobnie dzieje się w świecie dusz, w tym ogrodzie Jezusa. Spodobało Mu się stworzyć wielkich świętych, których można porównać do Lilii i róż; lecz stworzył także tych najmniejszych, którzy winni się zadowolić, że są stokrotkami i fiołkami, przeznaczonymi, by radować oczy dobrego Boga, gdy je skieruje na ziemię. Doskonałość polega na tym, by czynić Jego wolę, by być tym, czym On nas chce mieć...

Zrozumiałam też, że miłość Naszego Pana objawia się zarówno w duszy najprostszej, która w niczym nie stawia oporu Jego łasce, jak i w najbardziej wzniosłej; ponieważ zaś właściwością miłości jest zniżanie się, więc gdyby wszystkie dusze były podobne do dusz świętych doktorów, oświecających Kościół blaskiem swej nauki, wówczas mogłoby się wydawać, że dobry Bóg, zstępując do nich, nie schodzi dość nisko. On jednak stworzył dziecko, które nic nie wie i potrafi tylko słabo kwilić; On stworzył biednego dzikiego człowieka, kierującego się wyłącznie prawem natury, i do ich serc raczy się zniżać; to są właśnie owe polne kwiaty, których prostota zachwyca Go... Zniżając się tak dalece, dobry Bóg okazuje swą nieskończoną wielkość. Jak słońce oświeca równocześnie cedry i każdy mały kwiatek, jak gdyby ten był jedynym na ziemi, tak Pan Nasz troszczy się o każdą duszę z osobna, jakby nie miała podobnych sobie i jak w przyrodzie następstwo pór roku sprawia, że w oznaczonym dniu może zakwitnąć najdrobniejsza stokrotka, podobnie wszystko zgodne jest z dobrem każdej duszy.

Na pewno, moja droga Matko, zapytasz ze zdziwieniem, do czego zmierzam, bo dotąd nie powiedziałam niczego, co dotyczy historii, mego życia, ty sama jednak poleciłaś mi pisać swobodnie to, co mi się na myśl nasunie. To, co napiszę, nie będzie — ściśle mówiąc — moim życiorysem; będą to moje myśli o łaskach, których dobry Bóg raczył mi udzielić. Znajduję się w tym okresie życia, kiedy mogę skierować spojrzenie w przeszłość; moja dusza dojrzewała w tyglu doświadczeń zewnętrznych i wewnętrznych (5); obecnie jak kwiat wzmocniony burzą podnoszę głowę i widzę, że spełniają się we mnie słowa Psalmu XXII (Pan jest moim Pasterzem i niczego mi nie zabraknie. Postawił mnie na pastwiskach przyjemnych i urodzajnych. Prowadził mnie słodko wzdłuż wód. Wiódł mą duszę bez zmęczenia... Bo choćbym zeszedł w mroczną dolinę śmierci, nie będę się bał niczego złego, albowiem ze mną będziesz, Panie) (6). Pan był dla mnie zawsze współczujący i pełen słodyczy... Powolny do karania i pełen miłosierdzia... (por. Ps 102, 8). Toteż, moja Matko, z wielką radością wyśpiewuję przy tobie zmiłowania Pańskie... Dla Ciebie samej pisać będę dzieje małego kwiatka zerwanego przez Jezusa, chcę więc mówić swobodnie, bez niepokoju o styl czy liczne dygresje. Serce matki zawsze zrozumie swe dziecko, choćby ono umiało jedynie szczebiotać; jestem więc pewna, że zrozumiesz mnie i odgadniesz Ty, któraś ukształtowała moje serce i ofiarowała je Jezusowi!...

Zdaje mi się, że gdyby kwiatek potrafił mówić, powiedziałby po prostu, co dobry Bóg uczynił dla niego, bez chęci ukrywania Jego dobrodziejstw. Nie mówiłby — pod pozorem fałszywej pokory — że jest pozbawiony uroku i woni, że słońce zniszczyło jego wspaniałość a burze złamały łodygę, będąc jednocześnie przekonanym, że jest wręcz przeciwnie. Kwiat, który zaczyna opowiadać swoje dzieje, cieszy się, że może mówić o przywilejach darmo otrzymanych od Jezusa, bo wie, że nic w nim nie było takiego, co mogłoby ściągnąć na niego Boskie wejrzenie i że jedynie miłosierdzie Boże sprawiło to wszystko, co jest w nim dobrego... to Jezus sprawił, że wyrósł on na ziemi świętej i do głębi przesiąkniętej wonią dziewictwa. To Jezus .sprawił, że poprzedziło go osiem Lilii lśniących bielą. W swej miłości chciał On zabezpieczyć mały kwiatek przed zatrutym tchnieniem świata; zaledwie bowiem korona jego zaczęła się rozchylać, Boski Zbawiciel przesadził go na górę Karmelu (7), gdzie już dwie Lilie, które go w wiośnie życia słodko otaczały i kołysały, wydawały swą miłą woń...
Siedem łat upłynęło, odkąd mały kwiatek zapuścił swe korze palio nie w ogrodzie Oblubieńca dziewic, a już trzy Lilie skłaniają wokół Niego swe wonne kielichy; niedaleko inna Lilia rozkwita pod okiem Jezusa, a dwie błogosławione łodygi, które wydały te kwiaty, są teraz złączone na wieki w Niebieskiej Ojczyźnie... Tam to odnalazły cztery Lilie, których ziemia nie widziała w rozkwicie... niech Jezus raczy nie zatrzymywać długo na tym obcym brzegu pozostałych na wygnaniu kwiatów; niech cały szczep Lilii połączy się wkrótce w Niebie (8).

Oto, moja Matko, w kilku słowach zebrałam to, co Pan Bóg dla mnie uczynił; obecnie wejdę w szczegóły mego dzieciństwa. Wiem, że to, co dla kogo innego byłoby tylko nudnym opowiadaniem, dla twego matczynego serca będzie pełne uroku...
Co więcej, wspomnienia, które przyzywam na pamięć, są również Twoimi, przy Tobie bowiem upłynęło moje dzieciństwo i miałyśmy szczęście posiadania tych samych niezrównanych rodziców, którzy otaczali nas równym staraniem i jednakową tkliwością. O! niech zechcą błogosławić najmniejszemu ze swych dzieci i wspomóc je w wysławianiu zmiłowań Bożych!... (9).

W dziejach mej duszy przed wstąpieniem do Karmelu wyróżniam trzy odrębne okresy; pierwszy, mimo że trwał krótko, nie jest najuboższy we wspomnienia; obejmuje on czas od chwili rozbudzenia się mego rozumu, aż do odejścia naszej ukochanej Matki do Ojczyzny Niebieskiej.

Bóg dał mi tę łaskę, że bardzo wcześnie rozwinął mój umysł i wspomnienia z dzieciństwa tak głęboko utrwalił w mej pamięci, iż odnoszę wyrażenie, jakoby wczoraj miało miejsce to, o czym będę opowiadać. W swej miłości Jezus niewątpliwie chciał mi dać poznać, jak niezrównaną dał mi Matkę, zanim pospieszył ukoronować ją w Niebie swą Boską ręką!...
Spodobało się Panu Bogu otaczać mnie przez całe życie miłością; moje pierwsze wspomnienia pełne są uśmiechów i najczulszych pieszczot!... ale jeśli On otoczył mnie tak wielką miłością, napełnił nią także moje małe serduszko, czyniąc je miłującym i wrażliwym; ja także bardzo kochałam Tatusia i Mamusię i — będąc bardzo wylewną — okazywałam im moją czułość na tysiąc sposobów. Sposoby te były jednak niekiedy dziwaczne, jak o tym świadczy fragment z listu Mamusi — ,,Maleńka jest niezrównanym figlarzem; przychodzi mnie pieścić życząc mi śmierci: —'O! jak bym bardzo chciała, żebyś umarła, moja biedna Mamusiu!...', skarcona zaś mówi: ‘To dlatego, abyś poszła do nieba, przecież mówisz, że trzeba umrzeć, by tam pójść’. Podobnie życzy śmierci swemu ojcu, w napadzie gorącej miłości” (10).

matka_t.jpg (9732 bytes)Oto, co pisze o mnie mama 25 czerwca 1874 roku, kiedy miałam zaledwie osiemnaście miesięcy: ,,Ojciec twój zawiesił huśtawkę; Celina nie posiada się z radości, ale trzeba widzieć huśtającą się małą; śmieszne to, ale ona zachowuje się jak duża dziewczynka, nie ma obawy, by wypuściła sznur z ręki, a gdy nie huśta się dość mocno — krzyczy. Przywiązujemy ją z przodu drugim sznurem, mimo to jednak nie jestem spokojna, widząc ją wzbijającą się tak wysoko...
Ostatnio miałam z nią dziwną przygodę. Zwyczajnie chodzę na Mszę św. o 5.30 rano. Początkowo nie miałam odwagi zostawić jej samej, ale widząc, że się nigdy nie budzi, w końcu zdecydowałam się na to. Kładę ją w łóżku i przysuwam kołyskę tak blisko, że jest rzeczą niemożliwą, aby spadła. Jednego dnia zapomniałam przysunąć kołyskę. Wracam, a małej nie ma w łóżku; w tym momencie usłyszałam krzyk; rozglądam się i widzę ją siedzącą na krześle znajdującym się u wezgłowia, z główką leżącą na poduszce; spała w ten sposób snem bardzo niespokojnym, bo było jej niewygodnie. Ponieważ spała, nie mogę zrozumieć jak się to stało, że upadając usiadła na tym krześle. Podziękowałam Panu Bogu, że się jej nic nie stało, bo jest to istotnie opatrznościowe; powinna była stoczyć się na ziemię. Strzegł ją Anioł Stróż i dusze czyśćcowe, do których codziennie się modlę, by opiekowały się małą. Tak ja to rozumiem... Ty przyjmij to jak chcesz!...”
Pod koniec listu mamusia dodaje: ,,Właśnie maleńka przyszła pogłaskać mnie rączką po twarzy i uściskać. To biedne małe nie chce mnie ani na chwilę opuścić, jest stale ze mną; bardzo lubi chodzić do ogrodu, ale jeśli mnie tam nie ma, nie chce zostać i płacze tak długo, aż ją do mnie przyprowadzą”... (11). Oto fragment z innego listu: ,,Terenia pytała mnie jednego dnia, czy pójdzie do Nieba. Powiedziałam jej, że tak, jeżeli będzie bardzo grzeczna; na co ona odrzekła:
‘Tak, ale jeśli nie będę pieszczotką, to pójdę do piekła... Dobrze jednak wiem, co zrobię; ulecę z Tobą, gdy będziesz szła do Nieba i jak Pan Bóg będzie mógł mnie odłączyć?... będziesz mnie mocno trzymać w swych ramionach — prawda?’ Widziałam w jej oczach mocne przekonanie, że Pan Bóg nie będzie mógł jej nic zrobić, jeśli się znajdzie w ramionach swej matki...” (12). “Maria bardzo kocha siostrzyczkę, uważa ją za pieszczotkę; trudno inaczej, bo mała boi się bardzo, by nie wyrządzić jej przykrości. Wczoraj chciałam dać jej różę wiedząc, że jej to sprawi radość, ale zaczęła mnie prosić, by róży nie ścinać, bo Maria nie pozwoliła. Zaczerwieniła się aż z przejęcia; mimo to dałam jej dwie, ale ona nie śmiała pokazać się w domu. Daremnie tłumaczyłam jej, że róże były moje; ‘ależ nie — powiedziała — one są Marii...’ To dziecko bardzo łatwo przejmuje się. Jeśli tylko trochę zawini, wszyscy muszą o tym wiedzieć. Wczoraj niechcący rozdarła mały kawałek tapety; była w stanie godnym pożałowania, chciała, aby to natychmiast powiedzieć Ojcu; wrócił po czterech godzinach, wszyscy już o tym zapomnieli, ale ona przybiegła przypomnieć Marii: ‘Powiedz zaraz Tatusiowi, że rozdarłam papier.’ Była jak przestępca oczekujący wyroku, jest jednak przekonana, że łatwiej otrzyma przebaczenie, gdy przyzna się sama” (13).
Bardzo kochałam moją chrzestną matkę. Zwracałam pilną uwagę na wszystko, co się działo i mówiło koło mnie, choć się z tym nie zdradzałam; zdaje mi się, że miałam sąd o rzeczach taki sam, jak obecnie. Bardzo uważnie słuchałam, czego Maria uczyła Celinę, by robić to samo co ona. Po jej powrocie od Sióstr Wizytek, chcąc otrzymać pozwolenie przebywania w jej pokoju podczas lekcji, które dawała Celinie, byłam bardzo grzeczna i stosowałam się całkowicie do jej woli. Zasypywała mnie też podarkami, które mimo swej małej wartości sprawiały mi wielką przyjemność.
Byłam bardzo dumna z obu moich starszych sióstr, ale mym dziecinnym ideałem była Paulina... Odkąd zaczęłam mówić, na zapytanie Mamusi — ,,O czym myślisz?” odpowiadałam niezmiennie — ,,O Paulinie...” Kiedyś, wodząc paluszkiem po szybie, mówiłam — “Piszę: Paulina!...” Słyszałam często jak mówiono, że Paulina będziezakonnicą; nie rozumiejąc jeszcze, co to znaczy, myślałam jednak: ,,Ja też będę zakonnicą”. Jest to jedno z moich pierwszych wspomnień i od tego czasu nigdy nie zmieniłam swego postanowienia!... Ciebie to, moja droga Matko, wybrał Jezus, byś mnie Jemu zaślubiła; chociaż nie byłaś wówczas przy mnie, już wtedy zaistniała więź pomiędzy naszymi duszami. Ty byłaś moim ideałem, chciałam być podobna do Ciebie; Twój to przykład pociągnął mnie do Oblubieńca dziewic już w drugim roku życia... Jakże słodkie myśli chcę Ci powierzyć!... Powinnam jednak opowiadać dalej dzieje małego kwiatka, jego historię pełną, ale ogólną, gdybym bowiem chciała mówić szczegółowo o moich powiązaniach z Paulina, byłabym zmuszona pominąć wszystko inne!...
Moja droga Leońcia zajmowała również wiele miejsca w mym sercu. Kochała mnie bardzo. Wieczorem, kiedy cała rodzina szła na przechadzkę, ona mnie pilnowała. Zdaje mi się, że jeszcze teraz słyszę te miłe piosenki, które mi do snu śpiewała... na wszelki sposób starała się zrobić mi przyjemność, toteż i mnie byłoby bardzo przykro, gdybym ją czymkolwiek zmartwiła.
Doskonale pamiętam jej Pierwszą Komunię św. (14) zwłaszcza od chwili, kiedy wzięła mnie na ręce, aby zabrać mnie z sobą do prezbiterium; ogromnie mi się to podobało, że niesie mnie starsza siostra, podobnie jak ja — cała w biel przybrana. Wieczorem położono mnie wcześniej spać, ponieważ byłam za mała, by zostać na uroczystym obiedzie, ale teraz jeszcze widzę Tatusia, który przyszedł do mnie w czasie deseru, niosąc swej królewnie kawałek tortu z piramidą...
Nazajutrz, a może kilka dni później, poszłyśmy z mamusią do małej koleżanki Leonii; zdaje mi się, że to w tym dniu nasza dobra Mamusia zaprowadziła nas za mur, byśmy się napiły wina po obiedzie (którym poczęstowała nas uboga pani Dagorau) (15), nie chciała bowiem zrobić przykrości tej dobrej kobiecie, ale nie chciała także, aby nam czegokolwiek brakowało... Jak delikatne jest serce Matki, jak potrafi objawić swą czułość w niezliczonych przewidujących staraniach, o których nikt inny by nie pomyślał!
Pozostaje mi teraz opowiedzieć o kochanej Celinie, towarzyszce mego dzieciństwa, ale wspomnienia o niej są tak liczne, że nie wiem, które z nich wybrać. Przytoczę parę urywków z listów, które mamusia pisała do Ciebie, gdy byłaś u Wizytek; nie będę jednak wszystkiego przepisywać, zbyt długo by to trwało... 10 lipca 1873 r. (16) (rok mego urodzenia) tak oto pisze do Ciebie: — ,,Karmicielka (17) przyniosła nam we czwartek Teresę, która śmiała się nieustannie; Celina spodobała się jej szczególnie, patrząc na siebie, co chwila wybuchały śmiechem; sprawia wrażenie, jakby chciała się już bawić, co nastąpi niedługo, bo stoi na nóżkach prosto jak kołeczek. Sądzę, że wcześnie zacznie chodzić i będzie miała dobry charakter; wydaje się bardzo inteligentna i twarzyczka jej nosi znamię wybrania...”
Swoje serdeczne uczucia okazałam jednak Celinie dopiero po powrocie od karmicielki (18). Rozumiałyśmy się doskonale, ale ja byłam żywsza i mniej naiwna od niej; choć byłam trzy i pół roku młodsza, zdawało mi się, że jesteśmy w równym wieku.
Oto fragment z listu Mamusi, który Ci pokaże, jak Celina była słodka, a jak ja byłam swawolna — ,,Celinka jest skłonna do cnoty; cała jej istota wewnętrznie skłania się w tym kierunku; posiada czystą duszę i do zła czuje odrazę. Z małego trzpiota nie wiadomo co wyrośnie; jaka jest mała — taka roztrzepana. Inteligencją przewyższa Celinę, za to jest o wiele mniej łagodna, a przede wszystkim niezmiernie uparta; kiedy powie nie za nic nie ustąpi, woli pozostać cały dzień w piwnicy, a nawet spędzić noc, aniżeli powiedzieć tak...
Przy tym wszystkim ma złote serce, jest czuła i bardzo szczera. Ciekawy to widok, gdy biegnie za mną, by mi wyznać: — Mamusiu, raz popchnęłam Celinę, raz ją uderzyłam, ale więcej już tego nie zrobię. — (Tak jest zawsze, ilekroć coś zbroi). We czwartek wieczorem poszliśmy na przechadzkę w stronę dworca; chciała koniecznie iść do poczekalni i jechać po Paulinę, biegła przed nami z radością, która okazała się złudną. Kiedy spostrzegła, że zamiast wsiąść do pociągu i jechać po Paulinę musi wracać, płakała całą drogę” (19).
ther04.jpg (4894 bytes)Ta ostatnia część listu przywodzi mi na pamięć szczęście, jakiego doznawałam widząc cię powracającą od Sióstr Wizytek. Brałaś mnie, moja matko, na ręce, Maria zaś brała Celinę; w tysiączny sposób okazywałam Ci moją serdeczność, przechylałam się w tył, by podziwiać twój wielki warkocz... potem dałaś mi tabliczkę czekolady przechowywaną od trzech miesięcy. Pomyśl, jaka to była dla mnie relikwia... Przypominam sobie również podróż do Mans (20), wtedy po raz pierwszy jechałam pociągiem. Cóż to za radość podróżować samej z Mamusią!... Tymczasem, nie wiem już dlaczego, zaczęłam płakać i biedna Mamusia była zmuszona zaprezentować cioci w Mans (21) małego brzydala, całego czerwonego od łez wylanych podczas drogi... Z pobytu w rozmównicy nie pamiętam nic poza momentem, kiedy to ciocia podała mi białą myszkę i koszyczek z bristolu napełniony cukierkami, na których królowały dwa piękne pierścionki z cukru, akuratnie na miarę mego palca. Natychmiast zawołałam: — ,,Co za szczęście! Będzie pierścionek dla Celiny”. Ale, o boleści! wzięłam mój koszyk za ucho, drugą rękę podałam Mamusi i wyszłyśmy. Po kilku krokach oglądam mój koszyk i widzę, że prawie wszystkie cukierki posiałam po ulicy, jak kamyki Tomcia Paluszka... Przyglądam się uważniej i spostrzegam, że jeden z cennych pierścionków podzielił nieszczęśliwy los cukierków... Nie miałam co dać Celinie! rozżaliłam się więc i prosiłam, byśmy wróciły; mamusia zdawała się nie zwracać na mnie uwagi. Tego już było za wiele, łzy moje przeszły w krzyk... Nie mogłam zrozumieć, dlaczego nie podziela mego zmartwienia, i to wzmogło mój ból...
Powracam teraz do listów, w których mamusia opowiada o Celinie i o mnie; stąd będziesz mogła najlepiej poznać mój charakter. Oto fragment, w którym moje wady ukazują się w jasnym świetle: ,,Celina bawi się z małą klockami; od czasu do czasu dochodzi do sprzeczki, Celina ustępuje, by zdobyć perłę do swojej korony. Czuję się wtedy w obowiązku skarcić to biedne maleństwo, które wpada w istną furię; gdy bowiem coś nie dzieje się po jej myśli, z rozpaczy tarza się po ziemi będąc przekonaną, że wszystko stracone; są chwile, że to staje się silniejsze od niej, tak że aż się dusi. Jest to dziecko bardzo nerwowe (22), jednak bardzo miłe i inteligentne, wszystko pamięta”(23). Widzisz więc, moja Matko, że nie byłam wcale dziewczynką bez wad. Nie można było o mnie powiedzieć nawet tego, że ,,jestem grzeczna kiedy śpię”, bo w nocy wierciłam się jeszcze więcej niż za dnia. Przez sen zrzucałam z siebie wszystkie przykrycia i uderzałam się o brzeg mego drewnianego łóżeczka; budziłam się wtedy z bólu wołając: ,,Mamusiu, jestem stuknięta...” I ta biedna Mamusia musiała wstawać, stwierdzała, że mam istotnie guzy na czole, że jestem stuknięta, okrywała mnie dokładnie i szła się położyć. Po chwili jednak rozpoczynałam od nowa stuknięcia, toteż w końcu trzeba było przywiązać mnie do łóżka. Co wieczór przychodziła Celina, by powiązać małego skrzata mnóstwem sznurków, uniemożliwiając mu tym samym stukanie się i budzenie Mamusi. Sposób ten okazał się dobry i odtąd byłam grzeczna, gdy spałam.Posiadałam rozbudzoną już inną wadę, o której Mamusia nie wspomina w listach, była nią wielka miłość własna. Chcę Ci podać tylko dwa przykłady, by nie przedłużać zbytnio opowiadania. — Jednego dnia Mamusia powiedziała do mnie — ,,Moja Tereniu, jeśli pocałujesz ziemię, dam ci sou”. Jeden sou stanowił w moich oczach bogactwo; by go otrzymać, nie potrzebowałam zniżać mej wielkości, ponieważ mój mały wzrost nie czynił zbyt wielką odległość między mną a ziemią. Myśl o ,,pocałowaniu ziemi” zadrasnęła jednak moją pychę, więc prostując się na całą wysokość, powiedziałam Mamusi — ,,O nie, moja Mamusiu, wolę nie mieć sou!...”
Innym razem miałyśmy się udać do Grogny do pani Monnier (24). Mamusia poleciła Marii, by ubrała mnie w śliczną błękitną sukienkę, ozdobioną koronkami, ale ramion nie zostawiała odkrytych, by ich nie opaliło słońce. Pozwoliłam się ubierać z obojętnością, jaką powinny mieć dzieci w moim wieku, ale po cichu pomyślałam, że o wiele ładniej wyglądałabym z odsłoniętymi ramionkami.
Mając taką naturę, łatwo stałabym się bardzo niedobrą, a może nawet poszłabym na zatracenie, gdyby mnie nie wychowywali rodzice cnotliwi, albo gdybym była rozpieszczana jak Celina przez Ludwikę (25). Ale Jezus czuwał nad swą małą oblubienicą, aby wszystko wyszło jej na dobre; dozwolił, że wady wcześnie karcone posłużyły jej do postępu w doskonałości.
Istotnie, posiadałam miłość własną, ale miałam też umiłowanie dobra. Zaledwie zaczęłam myśleć poważnie (a było to bardzo wcześnie) wystarczyło powiedzieć mi, że coś nie jest dobre, a nigdy już nie trzeba było powtarzać po raz drugi. Z radością spostrzegam w listach Mamusi, że w miarę jak rosłam, sprawiałam jej coraz więcej pociechy. Mając koło siebie tylko dobry przykład, w sposób naturalny chciałam go naśladować. Oto, co Mama pisała w 1876 roku: — ,,Co się zaś tyczy Teresy, to i ona zaczyna już pełnić praktyki (26)... Jest to urocze dziecko, delikatne jak cień, bardzo żywe, ale serce ma czułe. Z Celiną kochają się bardzo i wystarczają sobie wzajemnie przy zabawie. Codziennie, zaraz po zjedzeniu obiadu, Celina bierze swego kogutka, jednym susem łapie kurkę dla Teresy; jest tak żywa, że od razu ją chwyci, choć ja nie mogę sobie z nią poradzić; potem obie przychodzą ze swymi zwierzątkami usiąść przy kominku i zabawiają się tam bardzo długo. (Tę kurkę i kogutka podarowała mi Różyczka (27); kogutka dałam Celinie). Pewnego dnia Celina spała ze mną, Teresa zaś na piętrze w łóżku Celiny. Prosiła Ludwikę, by ją zniosła na dół do ubierania. Ludwika poszła jej tam szukać, ale znalazła łóżko puste. Teresa usłyszawszy głos Celiny, zeszła z nią na dół. Ludwika zwróciła się do niej: ,,— Nie chcesz więc iść się ubierać?” — ,,O nie, moja Ludwiko, my jesteśmy jak dwie małe kurki i nie trzeba nas rozdzielać!” Przy tych słowach objęły się i zaczęły się ściskać... Wieczorem Ludwika, Celina i Leonia poszły do kółka katolickiego (28) i zostawiły biedną Teresę, która rozumiejąc doskonale, że jest za mała, by pójść z nimi, mówiła: — ,,Żeby choć położono mnie w łóżku Celiny!...” Ale nie, nie chciano... nic nie powiedziała i pozostała ze swą małą lampką; w kwadrans później spała już głębokim snem...” (29).
Kiedy indziej Mama pisała jeszcze: ,,Celina i Teresa są nierozłączne, trudno spotkać bardziej kochające się dzieci. Kiedy Maria zabiera Celinę, by odrobić z nią lekcje, biedna Teresa zalewa się łzami. Niestety, cóż poradzi, jej mała przyjaciółka odchodzi!... Maria z litości zabiera i ją i to biedne małe siedzi na krześle dwie czy trzy godziny; daje się jej koraliki do nawlekania albo jakiś gałganek do szycia, a ona nie odważa się ruszyć i tylko wzdycha głęboko. Ciekawy to widok, gdy nitka wysunie się jej z igły inie potrafi jej nawlec, a nie śmie przeszkadzać Marii; wówczas dwie wielkie łzy spływają po jej policzkach... Maria pociesza ją wkrótce, nawleka igłę i biedny aniołek uśmiecha się przez łzy...”(30).
Przypominam sobie, że istotnie nie mogłam obejść się bez Celiny; wolałam wstać od stołu przed skończeniem deseru, byle móc pójść za nią, gdy tylko się podniosła. Wierciłam się na swym wysokim krześle prosząc, by mnie zsadzono i zaraz szłyśmy razem bawić się. Czasem bawiłyśmy się z córką prefekta; bardzo mi się to podobało ze względu na park i piękne zabawki, jakie nam pokazywała (31), chodziłam tam jednak przede wszystkim dlatego, by zrobić przyjemność Celinie; sama wolałam raczej pozostać w naszym małym ogrodzie i skrobać mury, z których wybierałyśmy wszystkie błyszczące kamyczki, a potem szłyśmy sprzedawać je Tatusiowi, który bardzo poważnie kupował je.

W niedzielę Mamusia zostawała pilnować mnie, ponieważ byłam za mała, by pójść na nabożeństwo. W czasie trwania Mszy św. byłam bardzo grzeczna i chodziłam tylko na paluszkach, gdy jednak zobaczyłam, że drzwi się otwierają, wybuchałam nieopisaną radością, wybiegałam naprzeciw mej ślicznej Siostrzyczki, "wystrojonej jak kaplica”(32)... i zwracałam się do niej: ,,Oh! moja Celinko, daj mi szybko święconego chleba!” Zdarzyło się raz, że go nie miała, ponieważ przyszła za późno... Co począć? Musiałam go otrzymać, bo była ,,moja msza”... Bardzo szybko znalazło się wyjście — “Nie masz święconego chleba, to nic, zrób go!” Jak się powiedziało — tak się zrobiło; Celina wzięła krzesło, otworzyła ścienną szafkę, wyjęła chleb, ukroiła kromkę i z wielką powagą zmówiła nad nią Zdrowaś Maryjo, po czym podała mi, a ja zrobiwszy znak Krzyża spożyłam go bardzo pobożnie, stwierdzając, że ma zupełnie smak święconego chleba... Często odprawiałyśmy wspólnie konferencje duchowe; oto przykład, który zapożyczam z listu Mamusi: ,,Nasze ukochane małe, Celinka i Terenia, to anioły błogosławieństwa, dwie małe anielskie duszyczki. Teresa to radość i szczęście Marii, która chlubi się nią; nie do wiary, jak ona jest z niej dumna. To prawda, że jej odpowiedzi należą do rzadkości w tym wieku, przewyższa w tym Celinę, która jest dwa razy starsza od niej. Któregoś dnia Celina spytała: — ,W jaki sposób Pan Bóg może być obecny w tak małej Hostii?' Mała odrzekła: ‘Nic w tym dziwnego, przecież Pan Bóg jest wszechmocny’. ‘Wszechmocny — co chcesz przez to powiedzieć?’ — ‘Że czyni wszystko, co tylko zechce!...’ (33).

Kiedy Leonia sądząc, że jest już za duża na to, by bawić się lalką, przyszła do nas obu z koszyczkiem pełnym sukienek i pięknych gałganków przeznaczonych na uszycie innych; na wierzchu leżała jej lalka. — “Proszę, moje siostrzyczki, zwróciła się do nas, wybierajcie, daję wam to wszystko”. Celina wyciągnąwszy rękę, wzięła kłębek jedwabnych sznurków, który się jej spodobał. Po chwili zastanowienia i ja wyciągnęłam rękę mówiąc: — ,,Ja wybieram wszystko!” i bez żadnych ceremonii zabrałam cały koszyk. Świadkowie tej sceny uznali to za całkiem słuszne, nawet Celina nie próbowała się skarżyć (zresztą nie brakowało jej zabawek; ojciec chrzestny (34) zasypywał ją podarkami, a Ludwika zawsze znalazła sposób dostarczenia jej wszystkiego, czego tylko pragnęła).

Ten drobny szczegół z mego dzieciństwa jest streszczeniem całego mojego życia; później, kiedy stanął przede mną ideał doskonałości, zdałam sobie sprawę, że aby zostać świętą, trzeba dużo cierpieć, szukać zawsze tego, co najdoskonalsze i zapomnieć o sobie.
Zrozumiałam, że istnieje wiele stopni świętości, a każda dusza posiada swobodę w daniu odpowiedzi na zaproszenie Naszego Pana, może czynić dla Niego mało lub wiele, jednym słowem, ma możność wyboru pomiędzy ofiarami, o które On prosi. Zawołałam więc, jak w dniach mego wczesnego dzieciństwa: “Boże, wybieram wszystko!” Nie chcę być świętą połowicznie, nie lękam się cierpieć dla Ciebie, obawiam się jedynie zachowania własnej woli, zabierz mi ją, bo “wybieram wszystko, czego Ty chcesz!”...
Ale stop! nie powinnam jeszcze wspominać Ci o swojej młodości, lecz o małym czteroletnim Figlarzu. Przypominasz sobie sen, który miałam mniej więcej w tym wieku i który wyrył się głęboko w mojej pamięci. Śniło mi się jednej nocy, że wyszłam przejść się samotnie po ogrodzie. Doszedłszy do stopni schodów, na które trzeba było wejść, aby się tam dostać (35), zatrzymałam się z przerażenia. Przede mną, obok altany, znajdowała się beczka od wapna; na tej beczce dwa szkaradne diabełki tańczyły z zadziwiającą zwinnością, pomimo ciężkich żelaznych kajdan, jakie miały na nogach. Nagle rzuciły na mnie ogniste spojrzenie, po czym w mgnieniu oka, zdawało się bardziej przerażone ode mnie, zeskoczyły z beczki i uciekły skryć się w bieliźniarni, która znajdowała się naprzeciw. Widząc, jak wielkie z nich tchórze, chciałam się przekonać, po co tam poszły i w tym celu zbliżyłam się do okna. Biedne diabełki biegały tam po stołach, nie wiedząc w jaki sposób umknąć przed moim spojrzeniem; raz po raz zbliżały się do okna, spoglądając niespokojnym wzrokiem, czy jeszcze przy nim jestem, a widząc mnie, z rozpaczy zaczynały biegać na nowo. Ten sen nie ma w sobie na pewno nic nadzwyczajnego, niemniej jestem przekonana, że Dobry Bóg dlatego pozwolił mi go zapamiętać, by mnie upewnić, że dusza w stanie łaski nie powinna obawiać się szatanów, tchórzliwych, niezdolnych znieść spojrzenia dziecka... Oto jeszcze jeden fragment, który odnalazłam w liście mamusi. Biedna Mateczka przeczuwała już wówczas koniec swego wygnania (36).
,,Nie obawiam się o dwie małe, obie są wyjątkowo dobre, to natury wybrane, z pewnością będą dobre. Maria i Ty doskonale dacie sobie radę z ich wychowaniem. Celina nie popełnia nigdy najmniejszej dobrowolnej winy. Mała będzie również dobrą; nie skłamie za żadne skarby świata, jest tak rozumna, jak żadna z was nie była (37).
,Niedawno była z Celiną i Ludwiką w sklepie kolonialnym, opowiadała o swych praktykach i mocno dyskutowała z Celiną; owa pani zapytała Ludwikę: “O czym ona mówi; gdy bawi się w ogrodzie, słychać tylko rozmowę o praktykach?” Pani Gaucherin (38) wychyla głowę przez okno, starając się zrozumieć, co znaczy ta rozprawa o praktykach... To biedne maleństwo jest naszą pociechą; będzie dobra, widać już zawiązki tego; mówi tylko o Panu Bogu, nigdy nie zaniedbuje się w swoich modlitwach. Chciałabym, byś ją zobaczyła kiedy opowiada bajeczki, nigdy nie widziałam nic bardziej miłego; zupełnie sama znajduje wyraz i ton, jaki trzeba nadać, zwłaszcza wtedy, gdy mówi: — ‘Dziecino złotowłosa, czy wiesz, gdzie mieszka Bóg?’ Kiedy dojdzie do słów: — “On jest wysoko w błękitnym Niebie”, zwraca spojrzenie w górę z anielskim wyrazem; słów brak, by to opisać, tak jest piękne; w jej spojrzeniu jest coś niebiańskiego, co zachwyca!...” (39).
O Matko! jak szczęśliwą byłam w tym wieku! Zaczynałam już budzić się do życia, cnota wywierała na mnie urok i miałam — jak mi się zdaje — to samo co obecnie usposobienie, już wtedy w dużym stopniu panując nad swymi czynnościami.
O! jak szybko minęły owe słoneczne lata mego wczesnego dzieciństwa, ale jakże słodkie ślady pozostawiły w mojej duszy! Z radością przypominam sobie dni, kiedy tatuś zabierał nas do pawilonu (40); najdrobniejsze szczegóły wyryły się w mym sercu... Pamiętam zwłaszcza niedzielne spacery, w których zawsze towarzyszyła nam Mama... Do dziś pozostały w mej duszy głębokie, pełne poezji wrażenia, które rodziły się w niej na widok łanów zbóż przybranych bławatami i polnym kwieciem. Już wówczas kochałam dal... Przestrzeń i olbrzymie jodły, których gałęzie dotykały ziemi, pozostawiły w mym sercu wrażenia podobne tym, jakich dziś jeszcze doznaję na widok natury... Podczas tych długich spacerów odwiedzaliśmy często biednych i do Tereni należał zawsze obowiązek podawania im jałmużny, z czego była bardzo szczęśliwa. Tatuś jednak uważając, że droga jest zbyt długa dla jego królewny, zabierał ją wcześniej do mieszkania (ku jej wielkiemu niezadowoleniu). Wówczas Celina, chcąc ją pocieszyć, napełniała stokrotkami swój piękny koszyczek i wręczała go jej po powrocie. Ale cóż z tego! babcia (41) uważając, że wnuczka ma ich za dużo, zabierała większą część dla swojej Najświętszej Panny... Nie podobało się to Tereni, wystrzegała się jednak bardzo, by nic nie powiedzieć, miała bowiem dobry zwyczaj nigdy się nie skarżyć, nawet wtedy, gdy zabierano jej to, co do niej należało. Więcej nawet, kiedy była oskarżana niesprawiedliwie, wolała milczeć aniżeli tłumaczyć się, co bynajmniej nie było zasługą z jej strony, ale cnotą naturalną. Jaka szkoda, że to dobre usposobienie znikło...
O tak! Wszystko na ziemi uśmiechało się do mnie, na każdym kroku znajdowałam kwiaty, a moje szczęśliwe usposobienie również czyniło mi życie przyjemnym. Wkrótce jednak miał się zacząć nowy okres dla mojej duszy; trzeba mi było od dzieciństwa przechodzić różne próby i cierpienia, by móc jak najwcześniej ofiarować się Jezusowi. Jak wiosenne kwiaty zaczynają kiełkować pod śniegiem i rozwijają się w pierwszych promieniach słońca, podobnie kwiatek, którego wspomnienia opisuję, musiał przejść przez zimę doświadczeń...








Przypisy:

(1) Opowiadanie o swym życiu pisze św. Teresa od Dzieciątka Jezus dla swej starszej siostry, Pauliny, która jako matka Agnieszka od Jezusa została przeoryszą Karmelu w Lisieux. Teresa w chwili, gdy to pisała, znajdowała się pod władzą tej, którą już niegdyś, po śmierci pani Martin, wybrała sobie jako “Mateczkę”. Tekst rękopisu Teresy zaczyna się od drugiej karty zeszytu.
(2) Por. Ps 88, l.
(3) Odnosi się to do “Madonny Uśmiechniętej”, która jest obecnie umieszczona nad sarkofagiem Świętej w kaplicy Karmelu w Lisieux. Figura ta, ofiarowana panu Martin przed wstąpieniem przez niego w związek małżeński, towarzyszyła rodzinie we wszystkich kolejnych miejscach zamieszkania, a w końcu przybyła do Karmelu razem z Celiną w chwili jej wstąpienia.
(4) Cytaty z Psalmów i Nowego Testamentu zapożyczyła Teresa w większości z książki: Manuel du Chrétien, którą miała do swego użytku. Teksty, którymi się posługuje, czerpała zapewne i z innych źródeł.
Sygnalizujemy dwa zeszyty rękopiśmienne, z których Święta w sposób szczególny korzystała. Teksty w nich zawarte, odpisane przez jej siostrę Celinę i jej kuzynkę — siostrę Marię od Eucharystii, stanowią głównie wyjątki z Księgi Przysłów, z Eklezjastesa, Pieśni nad pieśniami, z Księgi Mądrości, z Proroków (głównie z Izajasza: 40 i 53 do 66) i z Apokalipsy.
Teresa posługiwała się również przekładem ks. Glaire'a, przechowywanym w bibliotece Karmelu. Cytaty z Pisma św. czerpała ponadto z lektury duchownej, którą miała do swego użytku, jak: “O naśladowaniu Chrystusa” oraz “Pieśń duchowa” i “Żywy płomień miłości” św. Jana od Krzyża. W wydaniu facsimile Manuscrits Autobiographiques znajduje się kompletny spis źródeł, z których św. Teresa od Dz. Jezus czerpała cytaty Pisma św. (t. I, ss. 37—38, t. II, s. 5).
Ponadto Teresa cytowała niekiedy z pamięci, nie obawiając się zresztą podawać wersetów z Pisma św. w brzmieniu przez siebie zmienionym. Z uwagi na to w niniejszym wydaniu podajemy je w tłumaczeniu dosłownym według wersji Rękopisu.
(5) Teresa pisze te słowa w styczniu 1895 r., pod koniec siódmego roku swego życia zakonnego, po śmierci pana Martin (29 lipca 1894) i wszystkich doświadczeniach, które towarzyszyły jego chorobie. Czyni w nich też aluzję do różnego rodzaju trudności, jakie przeżyła w związku ze swym wstąpieniem do Karmelu (cierpienia fizyczne i moralne, oschłości duchowe).
(6) Ps 22, 1-4.
(7) Teresa miała piętnaście lat, kiedy wstąpiła do Karmelu.
(8) Alegoria rodziny Morfin. Osiem lilii, które poprzedziły Teresę, to jej bracia i siostry: Maria Ludwika, ur. 22 lutego 1860, siostra Maria od Najśw. Serca Pana Jezusa, zm. 19 stycznia 1940, Maria Paulina, ur. 7 września. 1861, matka Agnieszka od Jezusa, zm. 28 lipca 1951; Maria Leonia, ur. 3 czerwca 1863, siostra Franciszka Teresa, zm. 16 czerwca 1941; Maria Helena, ur. 13 października 1864, zm. 22 lutego 1870, Maria Józef Ludwik, ur. 20 września 1866, zm. 14 lutego 1867; Maria Józef Jan Chrzciciel, ur. 19 grudnia 1867, zm. 24 sierpnia 1868; Maria Celina, ur. 28 kwietnia 1869, siostra Genowefa od Najśw. Oblicza i św. Teresy; Maria Melania Teresa, ur. 16 sierpnia 1870, zm. 8 października 1870; Ona sama, “mały kwiatek”, Maria Franciszka Teresa Martin, urodziła się 2 stycznia 1873 r., o godz. 11.30 wieczorem, przy ul. św. Błażeja w Alençon i została ochrzczona 4 stycznia w kościele Najśw. Panny (Notre-Dame). W chwili, gdy Święta pisała te słowa, “trzy lilie” znajdowały się przy niej w Karmelu: Maria, Paulina i Celina: inna, Leonia, w klasztorze Sióstr Wizytek w Caen. Przez “dwie błogosławione łodygi, teraz złączone na wieki” określa Teresa swoich rodziców: pani Martin zmarła 28 sierpnia 1877, a pan Martin 29 lipca 1894 roku.
(9) Ten ostatni fragment był w rękopisie wydrapany. Tekst został przywrócony, na podstawie niewątpliwych danych, przez siostrę Marię od Najśw. Serca, w kwietniu 1910 r.
(10) List pani Martin do Pauliny, z 5 grudnia 1875 r. W tym miejscu rękopis Teresy zawiera odsyłacz do kartki uzupełniającej, dołączonej przez nią do s. 5 zeszytu. Tekst, który ona zawiera, podajemy w logicznym miejscu opowiadania, przed ostatnimi wierszami karty 4v.
(11) List Marii Martin do córek: Marii i Pauliny, pensjonarek u sióstr Wizytek w Mans, z 25 czerwca 1874 roku.
(12) List do Pauliny, z 29 października 1876 roku.
(13) List do Pauliny, z 21 maja 1876 roku.
(14) 23 maja 1875 r. Teresa miała więc dwa i pół roku.
(15) Pani Dagorau była matką “koleżanki Leonii”. Zgodnie ze zwyczajem panującym w Alençon państwo Martin wzięli na siebie koszty uroczyste Komunii św. tego ubogiego dziecka.
(16) List ten nosi datę l lipca, a nic — jak pisze Teresa — 10.
(17) Dwa miesiące po urodzeniu Teresa zachorowała i musiała być oddana karmicielce, Róży Taillé, mieszkającej na wsi, w okolicy Alençon.
(18) Czwartek, 2 kwietnia 1874 r.
(19) List do Pauliny, z 14 maja 1876 r.
(20) Poniedziałek, 29 marca 1875 r.
(21) Siostra Marie-Dosithée (Maria Ludwika Guérin), starsza siostra pani Martin, wstąpiła w roku 1858, mając lat 29, do Sióstr Wizytek w Mans. W klasztorze, podobnie jak w świecie, była zaufaną powiernicą swej młodszej siostry. Umarła 24 lutego 1877 roku.
(22) Fragment ten był w rękopisie poddany licznym poprawkom. Obecnie czytamy: ,,Jestem zmuszona usprawiedliwić to biedne maleństwo, które wpada w stan budzący litość; gdy coś nie dzieje się po jej myśli, zdaje się być przekonaną, że już wszystko stracone; są chwile, że to staje się od niej silniejsze, aż się dusi. Jest to dziecko żywiołowe...”
(23) List pani Martin do Pauliny, z 5 grudnia 1875 r.
(24) Pani Monnier była siostrą pani Tifenne, chrzestnej matki Leonii.
(25) Ludwika Marais pełniła obowiązki pomocy domowej u rodziny Martin aż do śmierci pani Martin.
(26)“Praktyki” były to małe ofiarki.
(27) Karmicielka Teresy.
(28) Kółka katolickie, zakładane w ważniejszych miastach Francji, powstały w związku z inicjatywą społeczną hrabiego Alberta de Mań. Dawano w nich koncerty i recytowano poezjo.
(29) List pani Martin do Pauliny, z 8 listopada 1876 r.
(30) List pani Martin do Pauliny, z 4 marca 1877 r.
(31) Te spotkania dzieci były Litwę, ponieważ rodzina Martin mieszkała na wprost prefektury.
(32) Wyrażenie używane w rodzinie Martin.
(33) List pani Martin do Pauliny, z 10 maja 1877 r.
(34) Pan Witalis Romet, przyjaciel pana Martin.
(35) Ogród znajdował się za domem, u wylotu 13-metrowej uliczki. Chcąc się tam udać, trzeba było, po przejściu wewnętrznego podwórza domu, wejść na cztery stopnie przed zapuszczeniem się w uliczkę. Altana znajdowała, się w głębi ogrodu, ale można było ją widzieć już od stopni schodów. Bieliźniarnia była na prawo, przy wejściu do ogrodu.
(36) Przed kilku miesiącami lekarze uznali jej stan' zdrowia za beznadziejny.
(37) List pani Martin do Pauliny, z 22 marca 1877 r.
(38) Pani Gaucherin była sąsiadką; droga do ogrodu wiodła obok jej mieszkania.
(39) List pani Martin do Pauliny, z 4 marca 1877 r.
(40) “Pawilon” — mała posiadłość nabyta przez pana Martin przed jego małżeństwem — znajdował się przy ulicy des Lavoirs (obecnie ulica Pawilonu Świętej Teresy).
(41) Matka pani Martin przychodziła często w niedzielę wieczorem z wizytą do dzieci.



Wyznanie Wiary Katolickiej - Święty Atanazy.














 Wyznanie      Wiary      Katolickiej 


 ŚWIĘTY     ATANAZY




Ktokolwiek chce być zbawionym, przede wszystkim potrzeba, aby wyznawał Katolicką wiarę.

Której jeśliby kto nie zachował całej i nienaruszonej, ten niewątpliwie zginie na wieki.

Wiara zaś Katolicka jest ta: abyśmy Boga jednego w Trójcy, a Trójcę w jedności czcili.

Ani nie mieszając osób, ani nie rozdzielając istoty.

Inna jest bowiem osoba Ojca, inna Syna, inna Ducha Świętego.

Lecz Ojca i Syna i Ducha Świętego jedno jest Bóstwo, równa chwała, współwieczny majestat.

Jaki Ojciec, taki Syn, taki Duch Święty.

Niestworzony Ojciec, niestworzony Syn, niestworzony Duch Święty.

Niezmierzony Ojciec, niezmierzony Syn, niezmierzony Duch Święty.

Wiekuisty Ojciec, wiekuisty Syn, wiekuisty Duch Święty.

Wszelako nie trzej wiekuiści, lecz Jeden wiekuisty.

Jako też nie trzej niestworzeni, ani trzej niezmierzeni, lecz Jeden niestworzony i Jeden niezmierzony.

Także wszechmogący Ojciec, wszechmogący Syn, wszechmogący Duch Święty.

A jednak nie trzej wszechmogący, lecz jeden Wszechmogący.

Tak Ojciec Bogiem, Syn Bogiem, Duch Święty Bogiem.

A przecie nie trzej bogowie, lecz jeden jest Bóg.

Tak Ojciec Panem, Syn Panem, Duch Święty Panem.

A przecie nie trzej panowie, lecz jeden jest Pan.

Gdyż jak pojedynczo każdą osobę, Bogiem i Panem wyznawać Chrześcijańska prawda nam każe, tak trzech bogów lub trzech panów utrzymywać Katolicka religia zabrania.

Ojciec od nikogo nie utworzony, ani stworzony, ani zrodzony.

Syn od Ojca samego jest nie utworzony, ani stworzony, ale zrodzony.

Duch Święty od Ojca i Syna, nie utworzony, ani stworzony, ani zrodzony, lecz pochodzący.

Jeden więc Ojciec nie trzej ojcowie, jeden Syn nie trzej synowie, jeden Duch Święty nie trzej duchowie święci.

A w tej Trójcy nic wcześniejszego albo późniejszego, nic większego albo mniejszego, ale wszystkie trzy osoby są sobie współwiekuiste, i równe.

Tak więc we wszystkim i wszędzie, jak już wyżej powiedziano, i w Trójcy jedność, i w jedności Trójcę czcić należy.

Kto więc chce być zbawionym, tak niechaj o Trójcy trzyma.



Vicente LÓPEZ y PORTAÑA  Adoracja Trójcy Świętej



Ale potrzeba też jest dla wiekuistego zbawienia, Wcielenie Pana naszego Jezusa Chrystusa wiernie wyznawać.

Jest więc wiarą prawą, byśmy wierzyli i wyznawali, iż Pan nasz Jezus Chrystus Syn Boży, jest Bogiem i Człowiekiem.

Bogiem jest zrodzonym z istoty Ojca przedwiecznie, a człowiekiem urodzonym z istoty Matki na ziemi.

Bóg doskonały, człowiek doskonały z duszy rozumnej i ciała ludzkiego złożony.

Równy Ojcu wedle Bóstwa: niższy od Ojca wedle ludzkiej natury.

Który chociaż Bogiem jest i człowiekiem: nie dwóch jednak lecz jeden jest Chrystus.

Jeden zaś nie przez przemianę Bóstwa w ciało: lecz przez przybranie ludzkiej natury do Bóstwa.

Jeden najzupełniej, nie przez zlanie się natur, lecz przez jedność osoby.

Albowiem jak dusza rozumna i ciało jeden jest człowiek, tak Bóg i człowiek jeden jest Chrystus.

Który cierpiał dla zbawienia naszego, zstąpił do otchłani, trzeciego dnia zmartwychwstał.

Wstąpił na niebiosa, siedzi po prawicy Boga Ojca Wszechmogącego, stamtąd przyjdzie sądzić żywych i umarłych.

Na Którego przyjście wszyscy ludzie zmartwychwstaną z ciałami swoimi, i zdadzą rachunek z uczynków swoich.

A którzy dobrze czynili pójdą na żywot wieczny, którzy zaś źle na ogień wieczny.

Ta jest wiara katolicka której jeżeli kto wiernie i mocno nie wyznaje, zbawiony być nie może.