czwartek, 19 czerwca 2014

Corpus Christi - Boże Ciało

Lekcja z 1-go listu św. Pawła do Koryntian (11, 23-29). 
Bracia! Albowiem ja wziąłem od Pana, com i wam podał, iż Pan Jezus tej nocy, której był zdradzon, wziął chleb: a dzięki uczyniwszy, łamał i rzekł: Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało Moje, które za was wydane będzie: to czyńcie na moją pamiątkę. Podobnie i kielich, po wieczerzy mówiąc: Ten kielich jest nowe przymierze we Krwi Mojej: to czyńcie, ilekroć pijecie, na Moją pamiątkę. Gdyż ilekroć ten chleb jecie i ten kielich pijecie, śmierć Pańską opowiadacie, aż On przyjdzie. Przetoż ktokolwiek je ten chleb, lub pije kielich Pański niegodnie, winien będzie Ciała i Krwi Pańskiej. Niechajże tedy z chleba tego i z kielicha pije. Bo kto je i pije niegodnie, potępienie sobie je i pije, iż nie rozróżnia Ciała Pańskiego.




Ewangelia według św. Jana, (6, 56 - 59). 
W on czas mówił Jezus do rzesz żydowskich: Ciało moje prawdziwie jest pokarmem, a krew moja prawdziwie jest napojem. Kto pożywa ciało moje a pije moją krew, we mnie mieszka a ja w nim. Jako mnie posłał żyjący Ojciec, tak ja żyję przez Ojca, a kto mnie pożywa, ten też żyć będzie przeze mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił. Nie jako ojcowie wasi jedli mannę i pomarli. Kto pożywa tego chleba, żyć będzie na wieki.







środa, 11 czerwca 2014

piątek, 6 czerwca 2014

Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X, najbliższe wykłady

9 czerwca 2014r. w Opolu odbędzie się wykład 

ks. Karola Stehlina FSSPX

zatytułowany:

III tajemnica fatimska


 
Początek: 09.06.2014 r. (poniedziałek), godz. 18.00

Miejsce: NOT, sala nr 33, ul. Katowicka 50, Opole

______________________________________________________

16 czerwca 2014r. w Katowicach odbędzie się wykład

ks. Jana Jenkinsa FSSPX 

 zatytułowany:
 
Upadek zachodniej kultury 
- II Sobór Watykański



Początek: 16.06.2014 r. (poniedziałek), godz. 18.00

Miejsce: Hotel Katowice, sala 1004 (X piętro), 
al. Korfantego 9, Katowice


Więcej informacji na oficjalnej stronie Bractwa Św. Piusa X w Polsce: www.piusx.org.pl


wtorek, 3 czerwca 2014

"HUMANI GENERIS - O błędach przeciwnych Wierze katolickiej", Encyklika papieża Piusa XII (fragm.)



PIUS XII PAPIEŻ

Czcigodni Bracia!
Pozdrowienie i błogosławieństwo apostolskie




WSTĘP
BŁĘDY DOKTRYNALNE POZA KOŚCIOŁEM ORAZ ICH WPŁYW NA PEWNE KOŁA KATOLICKICH MYŚLICIELI

    ZAMIESZANIE POJĘĆ POZA KOŚCIOŁEM

    Niezgoda panująca wśród rodzaju ludzkiego w religijnej i moralnej dziedzinie oraz poważne w tej mierze odchylenia od prawdy, były zawsze wszystkim zacnym umysłom, osobliwie zaś wiernym i szczerym synom Kościoła, źródłem i powodem wielkiego bólu. Ból ten daje się odczuć zwłaszcza dzisiaj, gdy przychodzi patrzeć na napaści, kierowane zawsząd na same podstawy kultury chrześcijańskiej.

    Rozum wobec religii w ogóle wziętej
    Nie ma w tym nic dziwnego, że taka niezgoda i taki rozbrat z prawdą zawsze miały miejsce poza owczarnią Chrystusową. Jakkolwiek bowiem umysł ludzki o własnych siłach i światłach, zasadniczo może osiągnąć prawdziwe i pewne poznanie, tak jedynego osobowego Boga, który opatrznością swoją nad światem czuwa i nim rządzi, jak i przyrodzonego prawa, które Stwórca na sercach naszych wyraził, skuteczne i owocne wyzyskanie rozumem wrodzonych tych zdolności natrafia w praktyce na liczne przeszkody. Prawdy bowiem dotyczące Boga i stosunku, w jakim człowiek do Boga pozostaje, wznoszą się wysoko ponad porządek rzeczy podpadających pod zmysły i wymagają od człowieka, który chce je w życie wprowadzić i wedle nich życie swoje urządzić, pewnego poświęcenia oraz zaparcia samego siebie. Umysł ludzki bowiem, gdy takie prawdy ma sobie przyswoić, doznaje przeszkód tak ze strony sprzeciwu zmysłów i wyobraźni, jak ze strony złych popędów, z pierworodnego grzechu pochodzących. I skutkiem tego dzieje się, że ludzie w tym zakresie poznania łatwo wmawiają w siebie, że jest fałszem mniej rzeczą nieudowodnioną to, czego nie mają znać za prawdę.
    Z tych oto względów należy uznać, że Objawienie Boże jest moralnie konieczne, aby nawet te prawdy religijne i moralne, które same przez się nie są rozumowi niedostepne, w obecnym położeniu rodzaju ludzkiego, mogły być poznane przez wszystkich łatwo, z zupełną pewnością i bez błędu.

    Rozum wobec religii objawionej
    Co więcej, umysł ludzki może niekiedy doznawać trudności nawet w uznaniu wiarygodności katolickiej prawdy, mimo że tak liczne i tak dziwne znaki zewnętrzne koło niej rozmnożył Bóg, iż sam przyrodzony rozum może z nich na pewno udowodnić Boski początek religii chrześcijańskiej. Człowiek bowiem pod wpływem, już to uprzedzeń, już to popędów i złej woli może się oprzeć i odmówić uznania, nie tylko jawnej oczywistości zewnętrznych znaków, ale i natchnieniom, którymi Bóg do dusz naszych przemawia.

    FAŁSZYWE TEORIE WSPÓŁCZESNEJ WIEDZY

    Źródła błędów: Fałszywe uogólnianie ewolucji
    Ktokolwiek przypatrzy się uważnie ludziom żyjącym poza owczarnią Chrystusową, łatwo zda sobie sprawę z głównych rozdroży myśli, na które weszło niemało uczonych. Są mianowicie najpierw tacy, którzy system tzw. ewolucji, nawet w dziedzinie nauk przyrodniczych dotąd niezbicie nie udowodniony, nieroztropnie i bez zastrzeżeń stosują do wytłumaczenia początku wszechrzeczy, przyjmując śmiało monistyczne i panteistyczne wymysły o świecie całym, nieustannej ewolucji podległym. Tą właśnie hipotezą posługują się chętnie zwolennicy komunizmu, aby skuteczniej rozszerzać i naprzód wysuwać swój dialektyczny materializm, który wszelką ideę Boga z umysłów całkowicie wyplenia.

    Egzystencjalizm
    Fałszywe poglądy takiego ewolucjonizmu, odrzucającego wszelką absolutną, bezwzględnie stałą i nieodmienną prawdę, utorowały drogę nowej odmianie błędnej filozofii, która idąc w zawody z idealizmem, immanentyzmem i pragmatyzmem, przybrała miano "egzystencjalizmu", zaznaczając tym wyrazem, że wcale nie dba o niezmienną rzeczy istotę, a troszczy się tylko o samo poszczególnych rzeczy istnienie.

    Historycyzm
    Kojarzy się ze wspomnianymi błędami rodzaj fałszywego "historycyzmu", który, zwracając się wyłącznie do badania faktycznych kolei życia ludzkiego, i w dziedzinie filozofii i w dziedzinie dogmatycznych zasad chrześcijańskich podważa same podstawy, tak absolutnej prawdy, jak wszelkiego bezwzględnego prawa.

    Pewnie rodzaje niezupełnych nawróceń
    Wśród tak wielkiego zamętu poglądów i mniemań, nie bez pewnej pociechy widzimy, że znajdują się nierzadko umysły, które od zasad "racjonalizmu", jakim dotąd hołdowały, pragną powrócić do źródeł objawionej przez Boga prawdy, uznając i wyznając, że podstawą świętej wiedzy jest Słowo Boże w Piśmie Świętym przechowane.  Z przykrością jednak spostrzegamy, że wielu z tych ludzi, których tu mamy na myśli, aby zupełniej przylgnąć do Słowa Bożego, należytych uprawnień rozumowi odmawia i tym zuchwalej lekceważy Nauczycielski Urząd Kościoła, któremu Bóg powierzył przechowywanie i wykład prawd objawionych, im bardziej usiłuje uwydatnić powagę objawiającego Boga. A tego rodzaju przekonania nie tylko sprzeciwiają się wyraźnej nauce Ksiąg świętych, ale okazują się błędem w świetle samego codziennego doświadczenia. Jakże często bowiem się zdarza, że ludzie żyjący w odszczepieństwie od prawdziwego Kościoła, głośno narzekać muszą na niezgodę, która w przedmiocie dogmatów wiary ich rozdziela, przez co, chociaż wbrew swojej woli, świadczą o potrzebie żywego Nauczycielskiego Urzędu.

    ZGUBNY WPŁYW TYCH BŁĘDÓW NA PEWNE KATOLICKIE KOŁA

    Uczonym katolickim nie wolno błędów tych ignorować
    Wymienionych zapatrywań, w mniejszym lub większym stopniu zbaczających z prostej drogi, nie wolno filozofom i teologom katolickim ani zapoznawać ani lekceważyć, na nich bowiem ciąży doniosły obowiązek strzeżenia i podawania ludziom i Boskiej i ludzkiej prawdy. Owszem, powinni oni starać się poznać do głębi te błędne mniemania, raz dlatego, że nie można skutecznie leczyć chorób, póki ich się nie pozna, po wtóre dlatego, że i w fałszywych naukach może tkwić jakies ziarno prawdy, a wreszcie dlatego, że poznanie błędów pobudza zazwyczaj umysły do pilniejszego roztrząśnięcia i zbadania prawd juz filozoficznych, już to teologicznych.

    Odchylenia od właściwej drogi
    Gdyby uczeni katoliccy z ostrożnego badania wspomnianych błędnych nauk ten tylko, dopiero co wspomniany, owoc starali się odnieść, nie byłoby żadnego powodu, żeby Urząd Nauczycielski miał w tej sprawie głos zabierać. Ale, choć dobrze Nam wiadomo, że ogół katolickich uczonych od owych błędów z dala się trzyma, wiemy też, że nie brak takich, co dzisiaj tak, jak za apostoslkich czasów, albo ze zbytniego zamiłowania nowości, albo z obawy, żeby nie uchodzić za ignorantów w przedmiocie zdobyczy współczesnej wiedzy, usiłują wyzwolić się spod kierownictwa Nauczycielskiego Urzędu i przez to popadają w niebezpieczeństwo, że mogą nieznacznie i sami od objawionej prawdy odstąpić i innych jeszcze za sobą do błędu pociągnąć.

    Tendencje fałszywego irenizmu
    Co gorsza, inne jeszcze wychodzi na jaw niebezpieczeństwo, tym groźniejsze, że pod pozorem cnoty szuka ukrycia. Jest bowiem wielu takich, co opłakując rozterkę i zamęt umysłów, jakie w łonie rodzaju ludzkiego spostrzegają, pod wpływem nierozważnej gorliwości o dusz zbawienie, uniesieni zapałem, najgoręcej pragną obalić przegrody, rozdzielające wzajem od siebie zacnych i uczciwych ludzi. A oddawszy się raz na usługi takiego "irenizmu", pomijając zagadnienia, które ludzi dzielą, starają się nie tylko łączyć siły wszystkich do walki z naporem ateizmu, ale i jednoczyć sprzeczności powstałe w dziedzinie dogmatów. I tak, jak byli niegdyś ludzie, co stawiali sobie pytania, czy tradycyjna apologetyka nie stanowi raczej przeszkody niż pomocy do pozyskania Chrystusowi umysłów, dochodzą dzisiaj niektórzy do tego zuchwalstwa, że na serio stawiają zagadnienie, czy teologia i taka jej metoda, jakiej się trzymają, z aprobatą władz kościelnych katolickie szkoły, nie wymagają, nie już udoskonalenia, ale całkowitej reformy, by mogły skuteczniej szerzyć Królestwo Chrystusowe wśród mieszkańców całej ziemi, bez względu na ich kulturę czy religijne przekonania.
    Gdyby ci ludzie do niczego innego nie dążyli, tylko do tego, by naukę kościelną i jej metodę, przez pewne dydaktyczne ulepszenia, lepiej dostosować do dzisiejszych warunków i potrzeb, nie byłoby prawie żadnego powodu do obaw.
Niektórzy jednak z nich zapaleni nierozważnym "irenizmem", zdają się upatrywać przeszkodę do wznowienia braterskiej jedności w tym, co wspiera się na prawach i zasadach przez Chrystusa ustanowionych i na założonych przez Niego instytucjach, albo w tym, co jest podporą i ochroną całokształtu wiary i bez czego, można wprawdzie doprowadzić przeciwieństwa do zgody, ale takiej, którą jednoczyć będzie wspólna ruina. (...).





środa, 28 maja 2014

Wniebowstąpienie Pańskie.




Drodzy Wierni!

Mojżesz, prowadząc lud izraelski z Egiptu, na rozkaz Boży rozdzielił wody morza Czerwonego. Żydzi, idąc wśród dwóch ścian wodnych, przeżywali okropne uczucia, strach przed pogonią Egipcjan, niepewność losu oraz obawę przed zlaniem się wód. Potem stałe szemrania na puszczy zachwiało wiarę Mojżesza, chociaż Bóg na każdym kroku wyświadczał coraz to nowe dobrodziejstwa. I my idziemy przez życie pełne przykrości i bólu. Zewsząd ściskają nas utrapienia, jakby fale morza Czerwonego, a ta niepewność, co nas jutro czeka lub spotkać może, napawa strachem, przygnębia i zatruwa życie. A jeśli stawimy sobie w pamięci zapowiedź Chrystusa: „Na świecie ucisk mieć będziecie”, będziemy mieli bardzo wyraźny obraz o ciemnych barwach.
Cóż mamy w takich czarnych i beznadziejnych chwilach robić? Co robili apostołowie, gdy Chrystus odchodził od nich do nieba? – „Pilnie patrzeli za nim idącym do nieba”. Długo z pewnością byliby tak stali nieruchomo, gdyby nie dwaj mężowie w białych szatach, którzy rzekli: „Mężowie galilejscy, czemu stoicie patrząc w niebo?” Zostali jakby ze snu zbudzeni i poszli do pracy znojnej, która ich zaprowadzi na męki i na śmierć.
Skąd tyle siły i wytrwania nabrali Apostołowie w obliczu tak licznych cierpień? – Podtrzymywała ich ta silna niezłomna wiara, że „ten Jezus, który wzięty jest od was do nieba, tak przyjdzie, jakoście go widzieli idącego do nieba” (Dz 1).

Wzrok naszej duszy często podnosi się wzwyż i czegoś szuka, a żal i tęsknota ogarniają nas na myśl, że Jezus odszedł do chwały, „gdzie więcej już niema łez ani smutku”. Z głębi naszej duszy wyrywa się pytanie, czy i naszym udziałem stanie się kiedyś niebo, które przyjęło dziś Chrystusa i jego uczniów? A może po tych wszystkich ciężarach i udrękach życia czeka nas kara i odrzucenie? Gdyby tak istotnie miało być, to byśmy ,,byli najnieszczęśliwsi ze wszystkich ludzi”. Dla tego pilnie nadsłuchujemy ostatnich słów Zbawiciela tu na ziemi, co on powie ku naszej pociesze. Rzuca nam deskę pewnego ratunku i ukojenia: „Kto ochrzci się i uwierzy zbawion będzie”. A więc Chrzest, wiara i dobre uczynki zaprowadzić nas potrafią do szczęścia wiecznego.

Kiedy Pan Jezus wstępował do nieba zaledwie mała garstka ludzi była przejęta jego odejściem i patrzała w niebo za odchodzącym Zbawicielem, podczas gdy cała Jerozolima zajęta była czym innym. Zwrócenie wzroku ku niebu i dziś jest udziałem tylko nielicznej rzeszy praktykujących katolików, bo świat przechodzi koło zagadnienia szczęścia wiecznego, szczyci się i popisuje niedowiarstwem. Coraz częściej słyszy się o wypadkach, kiedy rodzice całymi latami czekają na chrzest dziecka, odkładanie Chrztu św. stało nawet czymś modnym. My widzimy w tym zbrodnię w stosunku do dziecka, a pustkę i brak wiary w duszach owych rodziców, bo jak mówi przysłowie, „kto sam nie ma, ten i drugiemu dać nic nie może”. Skoro rodzice nigdy nie zasmakowali pragnienia rzeczy wiecznych, jakżeż mogą je wlać do dusz swych dziatek?
Pan Jezus wyraźnie powiada: „Kto nie odrodzi się z wody i Ducha Świętego, nie może wnijść do królestwa niebieskiego”. Człowiek rodzi się zmazany grzechem pierworodnym, więc aby zdobyć sobie pragnienie nieba, musi wpierw zerwać kajdany, trzymające go w niewoli grzechu. Następnie przez Chrzest św. odradzamy się na duchu. Narodziny nasze z ciała są początkiem śmierci, więc trzeba już u progu życia narodzić się w Duchu Świętym: „Gdyśmy byli umarłymi przez grzechy, ożywił nas społem w Chrystusie, którego łaską jesteście zbawieni” (Ef 11, 5).

W Chrzcie św. upodobniamy się śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, bo Chrzest wyciska na nas piętno śmierci dla świata, jego zasad, poglądów i dążeń. Chrześcijanin ma do niesienia ciężkie brzemię Chrystusowego zakonu, dlatego Apostoł Narodów mówi: „W Chrystusie Jezusie jesteśmy ochrzczeni, w śmierci jego ochrzczeni jesteśmy” (Kor 6, 3). Poddając się działaniu łaski Chrztu stajemy się uczestnikami tych darów, które Chrystus zjednał nam przez swoją śmierć, bo gdyby nie śmierć krzyżowa nie dostąpilibyśmy odrodzenia na żywot wieczny.
Śmierć grzechom rodzi nas na życie wieczne. Co za wspaniała łaska, żeśmy naprawdę „narodem świętym, potomstwem wybranym”, iż Bóg powołał nas od zarania dni naszych na swoich współpracowników, współdziedziców! I przeciwnie, jakżeż smutny i godny pożałowania los tych, którzy sami wypierają się dziedzictwa Chrystusowego i synostwa Bożego, pozbawiając i swe dzieci tak wielkiego daru Ducha Św.
Dalej wymaga od nas Chrystus wiary, jako środka do nieba. Jakżeż pojęcie wiary niejednakowo przychodzi wszystkim do duszy! Jedni nie mogą pojąć, jak można wierzyć, jeżeli czegoś namacalnie nie dotkną, inni zaś wręcz przeciwnie nie potrafiliby zrozumieć życia tu na ziemi, gdyby im wiara nie oświecała mrocznych ścieżek i nie karmiła swą łaską!

„Kto nie uwierzy będzie potępiony” (J 3, 18). Ta zapowiedź Chrystusa wycisnęła jakby piętno na czołach tych wszystkich, którzy gardząc szczęściem w niebie, szukają tu na ziemi zadowolenia i rozkoszy. Żaden szlachetny poryw, ani wzniosła myśl ich nie nęci. A gdy na tej drodze stanie Kościół ze swoimi zasadami, to wówczas całą swą wiedzę, pomysłowość, zdolność i pracę skierowują do walki z nim i tym wszystkim, czego wiara św. jest rzecznikiem. Z konieczności przeto odrzucają nawet myśl o niebie, niebo jak się mówi „zostawiają aniołom i wróblom”, a swe szczęście wolą oprzeć na rzeczach czysto ziemskich.
„Sprawiedliwy z wiary żyje!” – stąd dla chrześcijanina wszystko opiera na wierze. Każde nieszczęście, każdą przykrość czy boleść wytłumaczy w świetle wiary, ponieważ ona mówi, że to tylko chwilowe troski, po których nastąpi lepsza przyszłość. „Z wiary żyje” – stąd następstwem tego, czego uczy wiara jest szukanie królestwa Bożego. Wiara to synonim życia, „kto wierzy we mnie, ma żywot wieczny” (J 6, 47). Mając w sobie zarodek życia, wierzący, poprzez morze łez, burze prześladowań, pójdzie po drodze wytkniętej mu przez wiarę. Nie tylko w dniu Wniebowstąpienia Pańskiego, lecz przy każdej sposobności katolik patrzy w niebo i idąc przez życie niezłomnie poniesie sztandar z wypisanym na niego hasłem: „Jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest, jeden Bóg i Ojciec wszystkich” (Ef 4, 4). Dla tego ich życie obfituje w wesele i radość, gdyż opromienia ich wiara świetlanej przyszłości.

„Jeśli chcesz wnijść do żywota wiecznego, chowaj przykazania!” (Mt 10, 17) – oto program dla ludzi wiary! Skoro Zbawiciel domaga się od nas wiary, jako warunku koniecznego do zbawienia, to ma na myśli wiarę żywą. Stąd to św. Jakub Apostoł powiada: „Cóż za pożytek, bracia moi, gdyby kto mówił, iż ma wiarę, a uczynków nie miał! Czy go może wiara zbawić?” (Jak 11, 4). Tymczasem dziś ochrzczonych w Kościele nie zawsze można pytać o uczynki. Niektórzy wprawdzie uznają coś w rodzaju dobrych uczynków, lecz nie z nakazu Chrystusa i jego miłości, ale dla schlebiania własnej ambicji.
Każdy człowiek lubi dobry czyn zawsze przypisać sobie, bo to tak przyjemnie łechce naszą miłość własną, ale znamieniem uczynku z wiary jest chwała Boża. Posłuchajmy co o tym mówi św. Paweł: „Co mi było zyskiem, to poczytałem dla Chrystusa za szkodą. Owszem poczytam wszystko za szkodą dla wysokiego poznania Jezusa Chrystusa mego, dla którego wszystko postradałem i mam sobie za gnój, abym Chrystusa zyskał” (Fil 3, 7). Dla tego wierni, wiedzeni chęcią zdobycia nieba, patrzą stale w górę, zapominając o cierpieniach i dolegliwościach. Cechą ludzi wierzących jest stałe wznoszenie myśli i serca ku niebu. A przeciwnie, brak zainteresowania życiem pozagrobowym jest brakiem życia z wiary.

„Do większych rzeczy stworzony jestem!” – mawiał św. Stanisław Kostka. I naszym celem tu na ziemi jest zbawienie wieczne! Drogą, ścieżyną, środkiem są Chrzest, wiara i dobre uczynki! Wznośmy się często ku niebu myślą i czynami, aby poprzez mgłę szarzyzny życiowej ujrzeć Zbawiciela, z którego serca zawsze płynęłoby do nas to słodkie wezwanie: „Stańcie przy drogach i patrzcie, a pytajcie się o ścieżkach starych, która by była droga dobra, i chodźcie nią, a znajdziecie ochłodą duszom waszym!” (J 6, 16). Amen.



Ks. E.N.


[Kazanie z dnia 13.05.2010 r.

Na podstawie: J. Danilewicz w: Nowa bibljoteka kaznodziejska, t. XLVI, 1934.

Źródło: gdynia.piusx.org.pl ].